W cyklu „Pasjonatki” odkrywamy jak odwaga do zmiany, może pomóc w odkrywaniu życiowej pasji w rozmowie z Natalią Walewską-Wojciechowską, byłą wiceprezydentką Nowej Soli, a obecnie coachką i terapeutką.
Spis treści
Może zacznijmy od … dzieciństwa. Kim chciała zostać mała Natalia?
Bajkopisarką. To pamiętam jako pierwsze marzenie u 8-letniej dziewczynki. I długo mnie to marzenie trzymało, bo byłam bardzo kreatywnym dzieckiem. Udzielałam się w dzieciństwie i nastoletnim życiu, we wszelkich możliwych miejscach: tańczyłam, chodziłam do szkoły muzycznej, śpiewałam, uprawiłam sport, należałam do harcerstwa, grałam w grupie teatralnej, pomagałam w grupie wspierającej dzieci z zespołem Downa, stażowałam w radiu, pisałam w gazecie, organizowałam klub kultury filmowej… i robiłam wiele innych rzeczy. Lubiłam być aktywną, zaangażowaną i w kontakcie z ludźmi.

I jak to się wszystko potoczyło?
Po drodze była miłość do języków i zainteresowanie Unią Europejską. Ukończyłam studia filologiczne języka francuskiego, politologię z administracją, dodatkowo studia na PANie o UE i studia podyplomowe na Uniwersytecie w Strasburgu o politykach publicznych.
I bardzo chciałam pracować w samorządzie we wdrażaniu pierwszych środków unijnych. Ostatecznie, tak się stało. Ach, zapomniałabym, najpierw pracowałam, jeszcze w trakcie studiów, w turystyce! Zrobiłam licencję pilota, ze względu na znajomość języków, to były lata 90-te Polacy zaczęli podróżować po Europie swobodniej. A potem dopiero pierwsza praca w samorządzie.
Szybko zaangażowałaś się w tematy społeczne, liderskie… czy kiedy przyszła propozycja objęcia stanowiska wiceprezydentki Nowej Soli to czułaś się na to gotowa?
Gotowa na pracę w samorządzie i tematyce społecznej, tak. Co do stanowiska, to każdy awans napawa trochę niepewnością na starcie „Jak to będzie? Czy podołam nowym obowiązkom?”. Miałam już doświadczenie zarządcze z Urzędu Marszałkowskiego, czy w Zrzeszeniu Gmin Województwa Lubuskiego, gdzie przez 8 lat byłam dyrektorem i mogłam nasiąknąć samorządem na całego! I to chyba dodawało mi sił. Na szczęście, zadanie którego się podjęłam, wiązało się też z budowaniem nowego wydziału: Centrum Aktywności Społecznej i Domu Seniora. We wszystkich tych miejscach, miałam wpływ na tworzenie nowych zespołów pracowników. I to było kluczowe dla mnie i bardzo „na TAK” – możliwość kreowania zupełnie nowych obszarów w mieście, praca nad nowymi projektami i praca z ludźmi dla ludzi. Fantastyczne 3 lata, pełne nowych pomysłów wdrażanych w życie, a przede wszystkim praca zespołowa, z osobami którym się chciało, były zaangażowane, twórcze – taki team to marzenie!
Kiedy wydawało się, że robisz karierę w polityce i możesz tylko dalej iść w tym kierunku, nagle, ku zdumieniu wielu, zrobiłaś zwrot w zupełnie inną stronę. Dlaczego?
Była to przemyślana decyzja, oparta na konsekwentnym kończeniu projektów w mieście, do których realizacji się zobowiązałam. Organizacyjnie wszystko było poukładane, działało i wymagało tylko nadzoru. To był też taki etap w życiu, w którym moje dzieci kończyły szkoły, jedno wybierało się do szkoły średniej, drugie miało przed sobą maturę. Chciałam jeszcze złapać ten moment, mieć dla nich więcej czasu. Chciałam też wrócić do swojego rodzinnego miasta, Zielonej Góry. I miałam poczucie, że po prawie 20 latach, nasyciłam się samorządem, w kontekście moich ambicji i pracy dla innych. Uświadomiłam sobie, że mogę to nadal robić, ale w mniejszej skali. Towarzyszyć bezpośrednio ludziom w ich zmianie, ale…życiowej. Sama jej niejednokrotnie doświadczyłam.
Dlaczego zmiana ścieżki zawodowej z polityki akurat na rozwój osobisty i coaching?
Zawsze interesowałam się psychologią, zawsze ciekawili mnie ludzie „jak działają”, ich osobiste historie. Ponadto uświadomiłam sobie, że przez te wszystkie lata zawodowe, miałam „dobrą rękę do ludzi”, kolokwialnie mówiąc. To znaczy umiejętność współpracy w taki sposób, by wydobywać z nich to, co najlepsze. I jednocześnie wspierać ich w rozwoju, by mogli próbować i doświadczać nowych rzeczy. Tak jak sama lubię eksperymentować, próbować, tak lubię otaczać się ludźmi, którzy też nie boją się wzywań. A jeśli mają obawy, z jakiegoś powodu wątpią w siebie — moderować tą współpracą tak, by wzmacniać wszystkie ich umiejętności i podsuwać okazje, by odważyli się pójść, choć pół kroku dalej. By można było permanentnie się uczyć i odkrywać, bo to napędza do życia i „chce się chcieć”.
Czy decyzja o zmianie kariery była trudna? Co było największym wyzwaniem?
Nie była łatwa. Jak mówiłam, podejmowałam ją jakiś czas, to trwało, poukładać sobie w głowie zobowiązania wobec ludzi, kogo zaskoczę i rozczaruję być może… Przeanalizowałam wszystkie swoje oczekiwania wobec życia – jak chcę pracować, ile czasu mieć dla siebie, jak się realizować, w czym czuć sens tego, co robię. Trudno było wytłumaczyć światu, że będąc na takim stanowisku, w pewien sposób schodzę ze sceny świadomie i samodzielnie. Ludzie często mają wyobrażenie, że w tle musiało wydarzyć się coś złego, lub ktoś mnie do tego zmusił. Takie miałam pytania. To była moja, przemyślana decyzja.
Jakie cechy lub umiejętności zdobyte w pracy jako wiceprezydent pomogły Ci w nowej roli?
Zostając wiceprezydentką, byłam już dość ukształtowaną osobą. To, czego się nauczyłam, to zarządzania w większej skali, szerszego oglądu spraw. Natomiast ja, z natury jestem osobą relacyjną, potrafię rozmawiać i zachęcać ludzi do nowych rzeczy i tym raczej „wzbogaciłam” obejmowane stanowisko. Nie pracuję w stylu autorytarnym, jestem liderką świadomą, że moją rolą jest nadawać kierunek, mieć pieczę nad i… właśnie uruchamiać potencjał w ludziach – wierzyć w nich i we wspólną ideę.
Jak postrzegasz różnice między pracą w administracji publicznej a działalnością na rzecz rozwoju osobistego?
To dwa światy. Zupełnie odmienne, trudno je porównywać nawet. Teraz poruszam się w bardziej „miękkim” świecie, gdzie dotykam osobistych, ludzkich historii. Jestem bardzo blisko codzienności i takiego zwyczajnego życia. Skala problemów jest osobista i gdy udaje się kogoś wesprzeć, można zobaczyć najpiękniejszą zmianę: bezpośrednio w czyimś, indywidualnym życiu. Jak poprawia się komfort, sprawczość tego człowieka, to jest fascynujące. Widzę to z bliska.
Czy w roli coacha lub terapeutki czerpiesz z doświadczeń zdobytych w pracy w samorządzie?
Czerpię ze wszystkich swoich doświadczeń. Każda dotychczasowa praca, wpływała na mnie i poszerzała moją perspektywę. Na pewno mam możliwość spojrzenia na kwestie zawodowe, np. w coachingu kariery, z różnych stron. Wspieram swoich klientów w sytuacji właśnie awansu, podejmowania nowych wyzwań, ale też w przepracowaniu swoich relacji z szefem, współpracownikami. Mam ogląd z różnych stron i pozycji.
A jak Twoim zdaniem zmiana zawodowa wpłynęła na życie osobiste?
Uporządkowała je. Mam poczucie, że jestem bardziej skupiona na swoim micro świecie, nie rozpraszam się z misją działań na większą skalę, pomagam i wspieram, tam gdzie mogę. Zarządzam lepiej swoją energią w obu obszarach: zawodowym i prywatnym. I nie brakuje mi adrenaliny wynikającej z odpowiedzialnego stanowiska, jestem tu, gdzie powinnam być.

Co było najtrudniejsze w opuszczeniu stabilnej posady w administracji na rzecz samodzielnej działalności?
Świadomość, że jednak zamykam pewne drzwi. Dobrze jest zamykać pewne etapy w życiu, mieć możliwość zrobić to samodzielnie, a nie będąc zmuszonym przez los, przypadek czy inne okoliczności. Ale to kosztuje energię, takie świadome pociągnięcie klamki i powiedzenie: „Stąd już wychodzę i idę dalej”. Nie ma wymówek, że to ktoś lub coś się przyczyniło.
Czy spotkałaś się z krytyką lub niezrozumieniem swojej decyzji? Jak sobie z tym radziłaś?
Z krytyką nie, raczej z żalem, że „taka osoba, z takim doświadczeniem, rezygnuje z misji w samorządzie”. Usłyszałam mnóstwo superlatyw na swój temat, budujących i… utwierdzających, że zrobiłam jakiś odcinek „dobrej roboty”. To łechce wewnętrzne ego, ale też uczy pokory, że na stanowiskach się bywa. Było trochę niezrozumienia, o którym wspominałam, ale wewnętrzne przekonanie, że postępuję słusznie, pozwalało niezłomnie wytrwać przy mojej decyzji. Tak jak ta zmiana był niełatwa dla mnie, tak i moje otoczenie miało prawo być zaskoczone.
W jaki sposób Twoja obecna praca pomaga innym dokonywać zmian w ich życiu?
Towarzyszę im w tych procesach. Pracujemy nad tym, by dotrzeć do motywacji danej zmiany – to podstawa, by mieć siły na tę zmianę i by w niej wytrwać. By odkryć głębiej, potrzeby, które nami kierują, które chcemy zrealizować poprzez daną zmianę. I kluczowe jest zawsze odkrycie, jak dalece ta potrzeba jest moja własna, a jak bardzo to oczekiwanie z zewnątrz, presja społeczna lub wyobrażenie, że tak powinno być…
Jak definiujesz swoją misję jako coacha i terapeutki?
Praca na rzecz drugiego człowieka: wsparcie i chęć zrozumienia jego własnej, osobistej perspektywy. Tak bardzo brakuje nam wysłuchania, prawda? Wysłuchania i usłyszenia, co dla nas tak naprawdę jest ważne.
Czy są jakieś konkretne metody lub podejścia, które szczególnie cenisz sobie w swojej pracy?
Pracuję w nurcie terapii skoncentrowanej na rozwiązaniu. To podejście humanistyczne, zakładające, że każdy człowiek ma swój potencjał i własne ścieżki dojścia do rozwiązania. I celem jest odkryć to, co dla danej jednostki jest dobre i użyteczne w jej życiu, zgodnie z jej oczekiwaniami.
Czy praca jako coach i terapeutka wpłynęła na Twój własny rozwój osobisty? Czy podjęłabyś taką samą decyzję o zmianie, gdybyś miała drugą szansę na to?
Bardzo wpłynęła – pochłaniam wiedzę i odkrywam co raz to nowe, interesujące przestrzenie w psychologii. Permanentnie się uczę, szkolę, podnoszę swoje kompetencje. Zresztą inaczej sobie tego nie wyobrażam, bo pogłębianie tej wiedzy ma służyć jak najlepszemu zrozumieniu drugiego człowieka. Cały czas bada się ludzki mózg, eksploruje neuronaukę, zmieniamy się też cywilizacyjnie, w różnych kontekstach: społecznym, kulturowym… to wszystko ma znaczenie, jak człowiek się w tym odnajduje.
Czy podjęłabym tę decyzję ponownie? Oczywiście. Ja chcę być w tym miejscu, w którym jestem i iść w kierunku, w którym idę. Odkąd podjęłam tę decyzję, poczułam ogromną ulgę i taki wewnętrzny spokój, że to jest dokładnie to, co chciałam. I mam poczucie, że to, co robię, jest moją pasją, sprawia mi ogrom przyjemności.

Jak radzisz sobie z wyzwaniami emocjonalnymi, które mogą wynikać z pracy terapeutycznej?
Poddaję moją pracę systematycznej superwizji. Sama też dla siebie dbam o higienę psychiczną: uprawiamy sporty, praktykuję jogę, staram się dbać regularny sen i dużo spacerów. Lasoterapia to moje remedium na codzienne przeciążenia. Kontakt z przyrodą jest dla mnie bezcenny, bo uzdrawiający, zawsze.
Jakie cele stawiasz sobie na przyszłość w roli coacha i terapeutki? Czy planujesz rozwój swoich usług, np. warsztaty lub książki a może nagrywanie podcastów?
Podchodzę do tego bardzo spokojnie. Jestem w procesie poszerzania swoich specjalizacji, tematów, w których pracuję i chciałabym jeszcze pracować: osoby z syndromem DDA i DDD, osoby z ADHD. Wspomagam w radzeniu sobie ze stresem i samopomocą w sytuacjach kryzysowych.
Co zaliczasz do swoich obecnych największych sukcesów, od rozpoczęcia działalności coachingowej i terapeutycznej?
Moja zwykła codzienność jest każdego dnia moim największym sukcesem. Każdy indywidualny proces, możliwość towarzyszenia ludziom w ważnych życiowo dla nich, momentach. Czasem kluczowych, przełomowych. Gdy coś odkrywają, dowiadują się czegoś o sobie, co im pomaga, przynosi ulgę, przywraca do pełnowartościowego przeżywania życia. Dla kogoś obserwującego z boku może to być taka drobnostka… a dla kogoś – milowy krok. I to jest piękne.
Co najbardziej satysfakcjonuje Cię w tej nowej roli?
Fakt, że nie ma takich samych scenariuszy. Indywidualizm ludzkiego życia, jak dany człowiek je postrzega, jest nieprawdopodobnie ciekawy. Trudno to z czymkolwiek porównać. Nie ma identycznych żyć, może motywacje i podstawowe potrzeby są ludzko podobne, ale sposoby ich realizacji… bardzo różne. Możliwość obserwacji, wspólne szukanie z klientem, co u niego działa – to jest fascynujące i satysfakcjonujące.
Czy myślisz, że każdy jest w stanie dokonać takiej zmiany zawodowej jak Ty?
Każdy, kto tego potrzebuje. Mój scenariusz napisałam sama. Może być dla kogoś zachętą, inspiracją. Cieszy mnie, jeśli kogoś to zmotywuje do ruszenia z miejsca, które mu przysparza trudności, lub mocno frustruje. Ku własnemu dobrostanowi.
A czy gdyby teraz przyszła propozycja z samorządu … czy miałabyś dylemat? Czy w ogóle byś się zastanawiała nad podjęciem wyzwania?
Pytanie z cyklu co by było, gdyby…? Myślę, że odpowiedziałabym na nie, w momencie, gdyby się pojawiło. Nie zakładam nic, bo moje życie wielokrotnie przynosiło różne niespodzianki. Wiem, w jakim miejscu jestem dziś i nie chciałabym tego zmieniać.
Jakie rady masz dla osób, które boją się zmiany w życiu zawodowym?
By nie zaczynać od myśli: „Muszę zmienić swoje życie zawodowe”. To brzmi nakazowo i sama forma bywa trudna do udźwignięcia, bo urasta do rangi wywrotowej. Spójrz najpierw, co masz: jakie doświadczenie zebrałeś, nie tylko ze sfery zawodowej. Popatrz na to wszystko z lotu ptaka, przeanalizuj z kimś, by było to najbardziej obiektywne. Zacznij od małego kroku pt. „przeorganizuję”, by nabyć przekonania, że wiem jak już dużo mam (a zawsze mamy mnóstwo kompetencji!). Poszukaj też doświadczeń zmian w innych sferach życia – by zobaczyć, że zmian doświadczasz i potrafisz je przejść.
I na koniec — co byś powiedziała tej małej Natalii z dzieciństwa?
Że jest świetną dziewczynką, pełną energii i żeby nigdy nie zatracała swej ciekawości. Bo ona zaprowadzi ją w wiele fascynujących miejsc.
Dziękuję za rozmowę i życzę mnóstwo satysfakcji z podejmowanych działań.
Autorzy zdjęć: Ewa Batko — UM Nowa Sól, Klaudia Prabucka, JC Photography, archiwum własne
Natalia Walewska-Wojciechowska — od ponad 20 lat pracuje z ludźmi, prowadząc projekty i zespoły. Jej doświadczenie zawodowe, to przede wszystkim praca na stanowiskach kierowniczych (przez 15 lat praca w instytucjach publicznych: 2008-2011 – Pełnomocnik Zarządu ds. Strategii Marki w Urzędzie Marszałkowskim Woj. Lubuskiego, 2011-2018 -Dyrektorka Biura Zrzeszenia Gmin Woj. Lubuskiego, 2019-2022 – Wiceprezydent ds. Społecznych w Nowej Soli; obecnie Dyrektor Zarządzający w firmie sektora biznesu). Jej pasją jest przyglądanie się procesowi zmiany, utrzymywania i napędzania wewnętrznej motywacji w człowieku, a przede wszystkim — szukanie holistycznych rozwiązań na wszelkie uciążliwości, które chęć zmiany utrudniają. Prywatnie praktykuje jogę i medytacje, jest żoną, mamą studenta i licealistki, psa i 2 kotów.
Z projektantką Natalią Walewska-Wojciechowską rozmawiała Kamila Wilczyńska.

