Są takie poranki, kiedy człowiek wygląda przez okno i już wie, że ambitne plany na dziś właśnie przegrały z rzeczywistością. Szaro, mokro, ciemno. Do tego zimny wiatr, który zdaje się mieć osobisty zatarg z naszym parasolem. I ta myśl: naprawdę dopiero listopad? A może, zamiast kolejny raz narzekać na pogodę, spróbujemy spojrzeć na ten miesiąc trochę inaczej? Bez zmuszania się do zachwytów nad deszczem. Bez udawania, że jesienna chandra nie istnieje. Po prostu z odrobiną życzliwości dla siebie. Może listopad wcale nie jest taki zły. Tylko przyzwyczaiłyśmy się oczekiwać od niego rzeczy, których nie jest w stanie nam dać.
Spis treści
Nie wszystko musi rozkwitać
Wiosną wszystko budzi się do życia. Latem chcemy korzystać z każdej chwili, jesienią robimy ambitne plany, a zimą… cóż, w grudniu wypada jeszcze zdążyć ze świątecznymi przygotowaniami. W tym kalendarzu listopad wygląda trochę jak nieproszony gość. Przyszedł, rozsiadł się i najwyraźniej nigdzie się nie wybiera. A przecież to właśnie teraz przyroda wyraźnie pokazuje nam coś, o czym w codziennym biegu łatwo zapomnieć: nie wszystko musi kwitnąć przez cały rok. Drzewa nie przepraszają za to, że zgubiły liście. Nie organizują akcji powrotu do formy. Nie publikują w mediach społecznościowych zdjęć z hasłem „nowa ja”. Po prostu trwają. I choć z zewnątrz wydają się uśpione, ich życie toczy się dalej.
My też mamy do tego prawo. Do dni, kiedy nie chce nam się zdobywać świata. Do wieczorów bez ambitnych planów. Do odpoczynku, który nie musi być nagrodą za wykonanie wszystkich zadań z listy. Do chwili, w której jedynym sukcesem będzie to, że wreszcie usiądziemy i przestaniemy myśleć o tym, co jeszcze trzeba zrobić. Nie każda pora życia musi być czasem rozwoju. Nie każdy miesiąc musi przynosić przełomy. Czasem wystarczy, że jesteśmy.
Przyjemności, które nie potrzebują wielkiego planu
Jest coś rozczulającego w listopadowych przyjemnościach. Nie trzeba rezerwować lotu, pakować walizki ani organizować weekendu z atrakcjami. Czasem wystarczy wrócić do domu, zdjąć przemoczone buty i założyć grube skarpety. Zaparzyć kawę. Odłamać kawałek czekolady. Włączyć ulubioną piosenkę, której słuchałyśmy już setki razy, ale wciąż znamy każde słowo. Można też wyjść na spacer, nawet jeśli niebo ma szary kolor. Zobaczyć, jak para unosi się z ust, usłyszeć chrzęst liści pod butami i poczuć na policzkach chłód, który sprawia, że po powrocie do domu ciepło smakuje jeszcze lepiej. A można nie wychodzić nigdzie. To również dobra forma spędzania listopada.
Nie musimy zamieniać każdej wolnej chwili w projekt pod hasłem „self-care”. Nie każda kąpiel wymaga specjalnej soli, każda kolacja — pięknej zastawy, a każdy wieczór — rytuału, który ma poprawić nasze samopoczucie. Przyjemność nie musi wyglądać dobrze na zdjęciu ani przynosić mierzalnych rezultatów. Może być zwyczajna. Trochę nieuporządkowana. Nasza.
Świat może chwilę poczekać
Mam wrażenie, że nauczyłyśmy się traktować odpoczynek jak coś, na co trzeba zasłużyć. Najpierw praca, obowiązki, zakupy, wiadomości, odpowiedzi, sprawy do załatwienia. Potem jeszcze coś, co odkładamy od tygodnia. A kiedy wreszcie siadamy na kanapie, w głowie odzywa się mały, wyjątkowo gorliwy kierownik: „Dobrze, ale przecież mogłabyś w tym czasie zrobić coś pożytecznego”. Znasz go?
Bywa, że nawet odpoczywając, próbujemy być wydajne. Słuchamy podcastu edukacyjnego, czytamy książkę o rozwoju, planujemy kolejny tydzień. Nawet spacer potrafimy potraktować jak sposób na realizację dziennego celu kroków.
A gdyby tak czasem odpuścić? Nie dlatego, że rezygnujemy z ambicji, lecz dlatego, że jesteśmy ludźmi, a nie listą zadań do odhaczenia. Listopad sprzyja takim małym buntom. O godzinie szesnastej za oknem robi się ciemno i nagle trudniej udawać, że doba ma w zapasie jeszcze kilka dodatkowych godzin. Może więc, zamiast walczyć z własnym zmęczeniem, warto sprawdzić, czego potrzebujemy. Czasem będzie to wcześniejsze pójście spać. Innym razem rozmowa z kimś bliskim, od której od tygodni odciągają nas codzienne sprawy. A czasem zwyczajna samotność, rozumiana nie jako brak ludzi, lecz jako chwila sam na sam ze sobą. To nie lenistwo. To życie, w którym nie musimy nieustannie udowadniać swojej wartości.
Nie każda z nas pokocha listopad
Oczywiście, nie zamierzam przekonywać, że wystarczy zapalić świeczkę, by szarość za oknem stała się przytulna. Krótkie dni, brak światła i długotrwałe zmęczenie mogą naprawdę dawać się we znaki. Dla niektórych listopad jest trudny, bo przynosi samotność, tęsknotę albo wspomnienia, od których nie da się odwrócić wzroku. I nie ma w tym niczego, co należałoby natychmiast naprawić.
Nie musimy kochać każdej pory roku. Nie musimy być wdzięczne za każdą trudność ani szukać ukrytego sensu we wszystkim, co nas spotyka. Czasem deszcz jest po prostu deszczem, a kiepski dzień — kiepskim dniem.
Możemy jednak spróbować nie dokładać sobie kolejnego ciężaru: przekonania, że skoro inni zachwycają się jesienią, my również powinnyśmy. Że skoro wszędzie widać zdjęcia idealnych wieczorów, nasze zwyczajne życie jest niewystarczająco przytulne. Że jeśli nie umiemy odnaleźć magii w listopadzie, to pewnie coś robimy nie tak. Nie robimy. Po prostu każdy z nas przeżywa ten czas po swojemu.
Mały listopadowy eksperyment
Mam dla ciebie propozycję. Nie kolejne wyzwanie na trzydzieści dni. Nie listę dziesięciu nawyków, które odmienią twoje życie. Spróbuj przez jeden wieczór niczego nie poprawiać. Nie nadrabiaj zaległości, jeśli mogą poczekać. Nie szukaj sposobu, by wykorzystać ten czas bardziej efektywnie. Nie rób zdjęcia kawie, żeby udowodnić światu, że umiesz celebrować codzienność. Zrób coś, na co naprawdę masz ochotę. Albo nie rób niczego szczególnego. A potem zadaj sobie jedno pytanie: co w moim zwyczajnym życiu jest przyjemne, choć tak rzadko pozwalam sobie to zauważyć?
Może to dźwięk klucza w zamku, kiedy wracasz do domu. Może wiadomość od przyjaciółki, która pamięta o drobiazgu opowiedzianym jej tydzień temu. Może śmiech dziecka dobiegający z drugiego pokoju, ulubiony kubek albo ta krótka chwila rano, zanim wszyscy wstaną. Nie chodzi o to, by od jutra dostrzegać piękno we wszystkim. Chodzi o to, by czasem nie przegapić tego, co już jest dobre, tylko dlatego, że czekamy na coś wyjątkowego.
Listopad też jest częścią życia
Listopad nie musi być piękny. Nie musi być produktywny, inspirujący ani pełen przełomów. Nie musi nawet poprawiać nam nastroju. Może po prostu być listopadem. A my możemy trochę zwolnić, trochę odpuścić i przestać traktować każdy pochmurny dzień jak przeszkodę na drodze do szczęścia. Bo życie nie zaczyna się dopiero wtedy, gdy zaświeci słońce, skończą się obowiązki, a my wreszcie będziemy mieli wszystko poukładane. Ono dzieje się również teraz. W tym trochę ciemniejszym, chłodniejszym, zupełnie zwyczajnym czasie. I może właśnie dlatego warto zrobić sobie herbatę, usiąść wygodnie i przez chwilę nigdzie się nie spieszyć. Ciemno, zimno i… błogo. Kto powiedział, że te rzeczy nie mogą iść ze sobą w parze?

