Miałam takie przekonanie — i ciągle je mam — że ta choroba przyszła do mnie w jakimś konkretnym celu. Diagnoza raka piersi była początkiem — nie końcem. W poruszającej rozmowie z Anną Diller, która podczas leczenia nowotworu i procesu zdrowienia poznała miłość swojego życia, przeczytasz o tym, jak choroba otworzyła jej oczy na prawdziwe potrzeby i pomogła przewartościować życie. To historia o sile, która przychodzi dopiero wtedy, gdy pozwolimy sobie na słabość.
Spis treści
Jak wyglądały Twoje pierwsze dni po otrzymaniu diagnozy?
Moja dobra znajoma kilka razy namawiała mnie na wykonanie badań kontrolnych. W sierpniu 2024 roku wybrałam się na wizytę, a wcześniej wyczułam guza w prawej piersi. Okazało się, że to była dobra decyzja. Nastawiłam się na to, że otrzymam pozytywną informację, że nie ma się czego obawiać. Przed wizytą u lekarza wykonałam USG piersi. Po wykonaniu mammografii z podejrzeniem nowotworu otrzymałam skierowanie na biopsję. To był bardzo trudny czas w moim życiu, ponieważ 3 tygodnie czekałam na potwierdzenie diagnozy. Już podczas wykonywania badania Pani doktor onkolog powiedziała mi, że to zmiana nowotworowa. Choć byłam przygotowana na to, że niebawem pewnie pójdę do szpitala, to diagnoza była dla mnie szokiem. Nie potrafiłam się pozbierać. Wyszłam na zewnątrz i rozpłakałam się, bo poczułam się bezsilna. W tamtym momencie nie wiedziałam, jak dalej będzie wyglądało moje życie, co będzie z moją firmą, w jakim stopniu zaawansowana jest ta choroba i co dalej z tym fantem zrobić. Najgorsze było oczekiwanie na wynik mammografii. Choć wiedziałam, na co się przygotować, to jednak liczyłam na to, że lekarz się myli. Diagnoza nowotworu była dla mnie sporym wyzwaniem, szczególnie że dwa miesiące wcześniej otrzymałam z sądu decyzję o rozwodzie.
Pierwsze co zrobiłam, to chciałam podejść do tej sytuacji holistycznie. Zmieniłam sposób odżywiania po konsultacjach z psychodietetyczką. Rozpoczęłam też psychoterapię, by poukładać sobie pewne sprawy z przeszłości i dzieciństwa. Kiedy otrząsnęłam się po otrzymaniu diagnozy i poużalałam się nad sobą i oswoiłam się, że przez jakiś czas będę musiała się skupić na tym, aby wrócić do zdrowia.
Miałam takie przekonanie — i ciągle je mam — że ta choroba przyszła do mnie w jakimś konkretnym celu. Bo jak można zatrzymać osobę, która myśli, że jest Supermenką, która jest „nie do zatrzymania”. Podeszłam do tego, w ten sposób, że to jest list od życia, który pokazuje mi, że mam się zatrzymać i zastanowić, co jest dla mnie najważniejsze. Przeanalizować jak chcę żyć w przyszłości i przeżyć kolejne 44 lata. Wyciągnąć wnioski i zmienić priorytety oraz sposób życia.
Większość osób traktuje chorobę jak karę. Znam też jedną, która po chwili załamania zrozumiała, że była ona dla niej w tamtym momencie życia błogosławieństwem. Jak to jest w Twoim przypadku?
Już teraz po 9 miesiącach leczenia również myślę, że choroba jest dla mnie błogosławieństwem. Poza wyzwaniami i mnóstwem stresu zadziało się w moim życiu mnóstwo pozytywnych rzeczy. Ten czas pozwolił mi zwolnić i spojrzeć z innej perspektywy na moje życie osobiste i biznesowe.
Jak zareagowali najbliżsi – rodzina, przyjaciele, współpracownicy?
Reakcje były bardzo różne. Niektóre osoby z mojego środowiska były przekonane, że poradzę sobie z tą chorobą i szybko wrócę do zdrowia. Wiele osób pytało, czy mogą mi jakoś pomóc. Dużym wyzwaniem było dla mnie poinformowanie mojej społeczności, że jestem chora, muszę zwolnić i zadbać o siebie. A to z tego względu, że jestem postrzegana jako Supermenka — wzór do naśladowania. Kobieta, która zawsze sobie radzi i pokazuje innym niż prowadzić biznes oraz jak radzić sobie z przeciwnościami losu. W tym momencie pokazałam swoją autentyczność, a także to, że nie radzę sobie i potrzebuję wsparcia innych osób.
Nie byłam w stanie pracować, bo moje życie przez jakiś czas stanęło w miejscu. Wiązało się to również z wyzwaniami finansowymi. Przygotowałam zestaw e-booków. W październiku lub listopadzie zeszłego roku opublikowałam post i powiedziałam, że potrzebuję wsparcia. Wówczas ponad 150 osób kupiło ten produkt, a dzięki temu wsparli mnie finansowo, mentalnie i duchowo. A to pozwoliło mi przez kilka miesięcy wspierać swoje zdrowie holistycznie.
Co było największym wyzwaniem podczas procesu zdrowienia?
Przez pierwsze 2 miesiące byłam przeciwniczką tradycyjnego leczenia. Nie chciałam poddawać się chemioterapii, bo miałam mnóstwo wątpliwości. Choć znałam jej zalety, to wiedziałam też, jakie są jej skutki uboczne. Znam też mnóstwo osób, które zajmują się medycyną niekonwencjonalną, hipnoterapią, terapią dźwiękiem i innymi rzeczami. Zmieniłam sposób odżywiania, rozpoczęłam aktywność fizyczną i hipnoterapię oraz terapię dźwiękiem. Medytowałam, afirmowałam i miałam takie przekonanie, że sobie poradzę. Po powrocie z weekendu w górach, który spędziłam z moim partnerem Arturem i moja córka wyznała, że boi się, że jeśli się nie będę normalnie leczyć, to umrę. Wtedy podjęłam decyzję, że to zrobię.
Jak zmieniło się Twoje życie osobiste po diagnozie?
W związku z tym, że się rozwiodłam, to byłam w chorobie sama. Nie miałam partnera, który mógłby mnie wesprzeć w trudniejszych chwilach, które czasami się pojawiają. Był też taki etap, gdy szukałam partnera na życie. Kiedy odpuściłam poszukiwania, spotkałam mężczyznę, na którego czekałam całe życie. Artura poznałam 2 miesiące po diagnozie. Wspiera mnie, odbiera mnie z chemioterapii, jest obok. A poza tym, jeśli chodzi o życie osobiste, to spędzam więcej czasu z osobami, na których mi zależy i bardziej o siebie dbam.
Czy pojawiły się rzeczy, które przestały być ważne, a inne zyskały na znaczeniu?
Zdecydowanie tak. W swoim życiu zapomniałam, że trzeba dbać również o siebie samą i ładować akumulatory. Po diagnozie odłożyłam na bok swój biznes, co wiązało się ze znacznie ograniczonymi finansami. Wiedziałam, że to jest czas, żeby zwolnić i zadbać o swoje zdrowie. Zmieniłam sposób odżywiania. Dbam o siebie, swoje ciało. Uprawiam sport — rower, basen, pilates, morsowanie, choć do niektórych z tych aktywności nie przyznaję się mojemu onkologowi. Poza tym uświadomiłam sobie, że przez ostatnie wiele lat skupiałam się na swojej karierze, firmie i biznesie. Czyli żyłam po to, żeby pracować, a nie pracowałam po to, żeby żyć.
Kto jest dla Ciebie największym wsparciem w procesie zdrowienia?
Ogromnym wsparciem dla mnie w tym trudnym czasie jest mój partner Artur, przy którym mogę być sobą i nie muszę zakładać żadnych masek. Mogę przyznać się do tego, że czuję się zmęczona i po prostu odpocząć. Nie muszę udawać, że jestem silna w chwilach, gdy jest mi trudno.
Jak wygląda teraz Twój dzień – co robisz inaczej niż wcześniej?
Chodzę wcześniej spać. Każdego dnia praktykuję aktywność fizyczną. Inaczej się odżywiam. Zrobiłam sobie okno żywieniowe 16 godzin na 8. Ograniczyłam węglowodany, spożywam więcej warzyw. Mam czas na to, by pochodzić boso po trawie, przeczytać fragment książki czy odpocząć, gdy jestem zmęczona. Poza tym weekendy to jest czas, gdy nie pracuję, nie zaglądam do maila czy mediów społecznościowych. To jest czas na aktywność, odpoczynek.
Co było dla Ciebie najtrudniejsze podczas leczenia?
Po pierwsze było to podjęcie decyzji o chemioterapii. Po drugie teraz jest taki moment, gdy czekam na operację. Trudne jest dla mnie również zaakceptowanie, że nie będę mogła pewnych rzeczy robić przez kilka miesięcy. Ponadto nie wiem, jak będzie się regenerować moje ciało. Nie wiem, jak moje życie biznesowe i zawodowe, będzie wyglądało za kilka miesięcy.
Jak radziłaś sobie fizycznie i psychicznie z efektami ubocznymi?
Bardzo dobrze przeszłam chemioterapię. Miałam niewiele skutków ubocznych. Śmialiśmy się nawet z moim partnerem, że chyba mi coś innego podają w tych kroplówkach. Czułam się dobrze. Moim największym wyzwaniem były wypadające włosy. Poza tym miałam słabe paznokcie i odczuwałam suchość w ustach i większe zmęczenie.
Jak zmieniło się Twoje podejście do życia – marzeń, planów, celów?
Mniej się przejmuję pierdołami. Mam swoją listę dużych i małych marzeń, które sukcesywnie realizuję. Cele biznesowe na razie odłożyłam na bok. Teraz najważniejsze jest dla mnie to, żeby spędzać czas z najbliższymi, dbać o siebie, skupiać na procesie zdrowienia i cieszyć się tym, co mam.
Jak choroba wpłynęła na Twoje podejście do biznesu?
Dostrzegłam, ile jest fałszu i kłamstwa widzimy w mediach społecznościowych. Pokazywane jest tam wiele rzeczy (również przez kobiety biznesu działające online), które nie są zgodne z rzeczywistością. Zakładanie maski SuperWoman już się nie opłaca. Jeśli chodzi o podejście do biznesu, to na pewno błędem jest zarabianie tylko wtedy kiedy się pracuje. I myślę, że najważniejsze, co zrozumiałam to to, żeby firma nie była najważniejszym sensem mojego życia.
Znam wiele przedsiębiorczych kobiet, które zarabiają grube pieniądze w biznesach online i wiem już teraz, bo sama to przerabiałam, ile to wymaga poświęcenia i pracy oraz jak bardzo odbywa się to kosztem życia osobistego i zdrowia. Czasami się opłaca, ale nie warto.
Czego nauczyłaś się o sobie samej w tym trudnym czasie?
Że jestem twarda i się nie poddaję, a kolejne wyzwania traktuję jako lekcje, z których mogę wyjść mądrzejsza. Nie warto być Supermenką. Trzeba nauczyć się oddawać niektóre obowiązki innym osobom, przyznać się do tego, że czasem sobie nie radzę, prosić o pomoc i korzystać ze wsparcia. Rozumiem, że to jest lekcja od życia, po to, by w przyszłości żyć inaczej, lepiej, wolniej, mądrzej. I pamiętać o tym, co jest najważniejsze.
Czy są rzeczy, które teraz robisz inaczej, z większą świadomością lub uważnością?
Bardziej doceniam drobne rzeczy takie jak kawa wypita w eleganckiej filiżance, spacer, ładny widok, śpiew ptaków czy imponujący zachód słońca. Potrafię się zatrzymać i docenić to, gdzie i z kim jestem.
Jak ważny jest mindset w procesie zdrowienia?
Uważam, że głowa jest najważniejsza. Możemy mieć najlepszych doradców, najlepsze wsparcie, najlepsze tabletki, najwspanialszy szpital, ale jeśli nie wierzymy w to, że to jest po coś i nie mamy w sobie takiej gotowości, by kolejne lata przeżyć inaczej, wyciągając wnioski z tego, co było, to myślę, że ta choroba, nawet jeśli uda nam się z nią uporać, to ona może powrócić za kilka lat.
Dla mnie poza moim nastawieniem ważna była też psychoterapia, która pomogła mi poukładać wiele tematów związanych z dzieciństwem i moją przeszłością. Wiem, że jednym z powodów mojej choroby była nie tylko praca, ale także trwanie przez kilkanaście lat w małżeństwie z nieodpowiednim mężczyzną, co mnie psychicznie bardzo męczyło.
Co powiedziałabyś osobie, która właśnie otrzymała diagnozę „nowotwór”?
Znajdź inne osoby, które już przeszły przez chorobę nowotworową. Dowiedz się jak przyjąć te doświadczenia na przysłowiową klatę i nigdy się nie poddawaj. Musisz mieć swoją grupę wsparcia. Pamiętaj, że ta choroba przyszła do Ciebie po coś. Warto się nad tym zastanowić, by wyciągnąć wnioski na przyszłość. Musisz przerobić pewne rzeczy z przeszłości i poukładać sobie to w głowie, a może w tym pomóc np. psychoterapia.
Jak powinniśmy rozmawiać z osobami chorymi na raka – czego unikać, co jest pomocne?
Nie ma tutaj recepty, bo każdy z nas jest inny. Są osoby, które zamykają się w sobie i wcale nie chcą mówić o nowotworach. Na pewno nie dawać złotych rad, nie mówić, że nic się nie wstało i nie bagatelizować tej choroby. I to, co irytowało mnie przez jakiś czas — ludzie podsyłają mi ciągle jakieś magiczne metody, suplementy, produkty czary-mary. Nie wykorzystuj choroby drugiej osoby, żeby jej coś sprzedać. Na pewno warto wspierać, być obok, zaproponować spacer, kawę lub wspólne zakupy. Być obok, nie użalać się nad chorym i unikać dawania złotych rad.
Jakie formy wsparcia były i są dla Ciebie najcenniejsze?
Hipnoterapia i psychoterapia mi bardzo pomogły. A poza tym, fakt, że niektóre osoby były obok. Czasami wsparcie od osób, które nieodpłatnie i z dobrego serca mi coś podpowiedziały lub zaproponowały wsparcie.
Jakie masz przesłanie dla osób, które zmagają się z chorobą i jednocześnie próbują nie rezygnować z życia zawodowego?
Myślę, że choroba przyszła po coś i na pewno warto zwolnić, jeśli chodzi o rozwój zawodowy. Ale też nie radzę rezygnować z pracy czy prowadzenia firmy całkowicie, tylko mieć taką odskocznię. I pracować wolniej, mniej, w ograniczonym zakresie. Najbardziej przeraża mnie fakt, że są kobiety chore na nowotwory, które ukrywają swoją chorobę przed najbliższymi. Ukrywają chemioterapię, a jest to obciążające fizycznie i psychicznie. Są osoby, które ukrywają swoją chorobę w pracy. I znam dziewczyny, które przychodzą na chemioterapię z laptopem i telefonem, nie biorą wolnego i udają, że wszystko jest w porządku.
Czego nauczyła Cię choroba – jako kobiety, przedsiębiorczyni, człowieka?
To, że praca i biznes nie są najważniejsze. Najważniejsze jest to, żeby być tu i teraz. I żeby cieszyć się tymi małymi rzeczami. Nie warto być Superwoman. Warto pamiętać o sobie. Żyć tu i teraz i nie zapędzić się w biznesie. Jeśli chodzi o sam biznes to nie uzależniać swoich dochodów od własnej pracy.

Dlaczego i w jakim celu organizujesz konferencję online „Odważ się żyć (pomimo raka)”?
Konferencja jest połączona z książką „Rak bez tabu” i będzie połączona z premierą książki. To wyjątkowe wydarzenie, podczas którego:
- Poznasz historie kobiet, które przeszły przez chorobę nowotworową i podpowiedzą, co im pomogło.
- Weźmiesz udział w prelekcjach ekspertów w różnych tematach w kontekście holistycznego podejścia do zdrowia.
- Poznasz inne kobiety w procesie zdrowienia, spędzisz wspólnie czas i zyskasz sporą dawkę inspiracji!
Więcej o tym, dlaczego warto wziąć udział w tym wyjątkowym wydarzeniu, przeczytasz w artykule pt.: Konferencja online „Odważ się żyć (pomimo raka)”.
Co znajdziemy w książce pt. „Rak bez tabu” i kto powinien ją przeczytać?
Książka powstała dlatego, że miałam mnóstwo pytań na etapie leczenia i powrotu do zdrowia. Były związane z funkcjonowaniem biznesu, jak radzić sobie finansowo, jak poukładać sobie pewne tematy, z jakich świadczeń mogę korzystać. Miałam mnóstwo pytań jako osoba, która zachorowała, ale też jako przedsiębiorczyni, która w pewnym momencie musi zwolnić w biznesie. I pomyślałam sobie, że skoro ja szukam odpowiedzi na te pytania, to prawdopodobnie więcej osób ma podobne wątpliwości. W związku z tym wpadłam na pomysł, żeby napisać e-book, a potem książkę, w której swoje historie opowiedzą różne kobiety, które zachorowały na nowotwór i wyleczyły się z tej choroby. Zależało mi na tym, by pokazać, jakie one wyciągnęły wnioski, jak to wpłynęło na ich życie prywatne i zawodowe. Ale do tych inspiracji chciałam dołożyć konkretne podpowiedzi ekspertów, osób, które mogą podpowiedzieć:
- Jak poukładać finanse podczas choroby?
- Jak holistycznie podejść do zdrowia?
- Jak podejść do aktywności fizycznej?
- Jak radzić sobie z wyzwaniami w sferze życia seksualnego?
- Jak zmienić sposób odżywiania?
- Z jakich świadczeń można skorzystać, jeśli chodzi o ubezpieczenia?
Ta książka „Rak bez Tabu” dodaje odwagi, siły i motywacji, aby walczyć o siebie, wracać do zdrowia, a chorobę potraktować jako cenną lekcję od życia.

