Jestem dyrygentką. Marzec w 2020 roku zatrzymał mnie w pół kroku między jednym koncertem a drugim. Czas pandemii, kiedy to cały świat wstrzymał oddech. Zakazane koncerty, warsztaty, audycje… Co robić, żeby nie zwariować? Czym zająć głowę, ręce? Wielu znajomych muzyków poszło w alkohol i inne używki. A ja odkryłam świat zapachów!
Olejki eteryczne, choć potrafią działać cuda z naszym nastrojem i zdrowiem to jednak bardzo droga zabawa, zupełnie nie na moją kieszeń. Co by tu jeszcze? Przeglądam internet. Hm… Te mydełka wyglądają ciekawie. Kolorowe, pachnące – coś dla mnie! Obejrzałam setki filmików instruktażowych i poczułam, że to jest to! Kupiłam sobie przed Gwiazdką pierwszy zestaw – baza mydlana, pigmenty, zapachy, jedną foremkę (kilka takich do lodu miałam w domu). Z biciem serca czekałam na przesyłkę… JEST!
Z zapałem zabrałam się do pracy. Jak to było…? „Jeśli masz mikrofalówkę, pokrojoną bazę roztop w temperaturze…” Nie mam. Zostaje kąpiel wodna. Czekam, aż baza się roztopi. Czy to już? Przypomina mi się sławetny tort Gabrysi Borejko z „Jeżycjady” Małgorzaty Musierowicz. Jest bąbelek – znaczy, że chyba już! Dodaję pigment, potem zapach… Wylewam do foremek w kształcie truskawek i zostawiam do ostygnięcia. Teraz pomarańcza! Troszkę pewniej powtarzam cały proces. Zalewam formę i czekam. Ostygło – można wyjmować! Tak właśnie powstały moje pierwsze mydełka. Były cudne! A jak pięknie pachniały!
Dzisiaj z uśmiechem pobłażania patrzę na fotografie tych pierwszych prób, ale wtedy to było coś! Zachęcana wyrazami zachwytu moich przyjaciółek wchodziłam coraz głębiej w zaczarowany świat zapachów, kolorów i kształtów. Nadal oglądałam w sieci moich mistrzów, podpatrywałam tajniki kunsztu. Eksperymentowałam z najróżniejszymi bazami, pigmentami, miką, zapachami. Przepadłam totalnie, ale dzięki temu nie wpadłam w czarną covidową dziurę beznadziei i lęku. Mydełka mnie uratowały.
Dołączyłam do kilku grup na Facebooku, które skupiają pasjonatów tworzenia mydełek z całego świata. Ludzie wymieniają się doświadczeniem, pokazują fotki swoich mydlanych kreacji. Kiedy pod jednym z moich zdjęć w grupie początkującej ktoś napisał „Halo, to jest grupa dla początkujących!” (a ja przecież byłam początkująca!), zrozumiałam, że może jednak coś umiem.
Po wygraniu konkursu na najpiękniejsze mydełko w amerykańskiej grupie liczącej blisko 14 tys. członków dotarło do mnie, że mam smykałkę do mydełek. Kiedy jakaś ciekawa foremka wpadnie mi w oko, „widzę” w głowie, jakie można mydełko z niej stworzyć. Widzę kolory, szczegóły, zapach. Bo do każdego modelu pasuje inny zapach. Nie interesuje mnie produkcja seryjna. Traktuję każde mydełko jak rękodzieło – bardzo osobiście i indywidualnie. Dopieszczam każdy szczegół, rozmawiam z zainteresowaną osobą, podpowiadam, jakich można użyć zapachów i kolorów. Czuję, jak ludzie się uśmiechają i wyobrażam sobie, jaki uśmiech wywołają tym moim mydełkiem w osobie obdarowanej. Zamawiający często piszą do mnie, opowiadając o reakcjach — bardzo pozytywnych — osób obdarowanych. To miód na moje serce. Jeśli moja praca może wywoływać w kimś uśmiech, to czuję się spełniona.
Zaczęłam kupować foremki na całym świecie. Samej trudno mi uwierzyć, ze tak powolutku, krok po kroku, przez te dwa i pół roku zebrałam kolekcję około 300 foremek. Są tutaj kwiaty, owoce, pyszności (słodycze, miód, kawa, alkohole), zwierzęta, kamienie szlachetne. Są też mydełka hobbystyczne: muzyczne (różne instrumenty), auta czy motocykl, kompas, skrzynia skarbów, stara księga, słuchawki, znaki zodiaku, mydełka dziecięce… No i oczywiście okolicznościowe, na święta. Wymieniać można jeszcze długo, ale najlepiej obejrzeć na mojej stronie, na którą serdecznie zapraszam!
Ciągle mam jeszcze mnóstwo nowych pomysłów, ale jeśli czegoś nie ma w galerii, na pewno mogę wymyślić coś na zadany temat.







