Oddech. Coś tak naturalnego. Od zawsze z Tobą. Kto by się interesował oddechem czy oddychaniem, jeśli narządy oddechu są zdrowe? No to challenge. Spróbuj zatrzymać oddech na 1 minutę. Jak Ci z tym? A teraz oddychaj. Pozwól, by jego rytm się na powrót ustabilizował. Jak Ci z tym? Jest różnica?
Spis treści
Doświadczaj, zamiast sobie wyobrażać
Pomyślałam, że mając dostęp do oddychania na co dzień, trudno mi będzie przedstawić oddech jako tak niesamowite narzędzie, jakim jest. Dlatego zamiast suchej teorii – proponuję najpierw praktykę. Człowiek zapamiętuje całkiem inaczej rzeczy, kiedy może ich doświadczyć. Masz ochotę spróbować?
- Przystań. Zatrzymaj się na chwilę w swoim codziennym biegu. Przeczytaj treść do najbliższego śródtytułu i przygotuj sobie rozluźniającą kąpiel oddechową z … samej siebie. Dalsza część artykułu poczeka na efekty Twojego eksperymentu.
- Zaordynuj sobie malutkie ćwiczenie na dosłownie kilka minut. Na leżąco będzie idealnie. Coś trochę twardszego pod kark, wygodnie wyciągnięte wzdłuż ciało, łopatki na chwilę zwarte, by otworzyć nieco klatkę piersiową i obranie ostatecznej pozycji: takiej, w jakiej Ci będzie najwygodniej na plecach. Głowa pójdzie delikatnie do tyłu na „tym czymś” twardszym (wałek z ręcznika, koca?). Jeśli musisz zostać w pozycji siedzącej — zadbaj tylko, by ciało mogło się absolutnie oprzeć włącznie z głową.
- Zamknij oczy i przez kilka następnych oddechów w Twoim własnym rytmie nurkuj, podążając za wdechem w swoje ciało. Pozwól, by oddech z każdym jego nabraniem coraz głębiej Cię penetrował. Teraz oddychaj. Po prostu. Po swojemu. Skup się tylko na tym, nic nie zmieniając ani nie kombinując. Jesteś tylko Twoją świadomością ciała i oddechu. Pozostań tak przez kilka minut. Ciało zacznie się odzywać. To tu, to tam coś się w nim zadzieje. A Ty po prostu witaj to oddechem. I oddychaj. Jakbyś brała oddech z tych „odzywających się” miejsc. Łagodnie, czule, delikatnie. Właśnie przyjmujesz w sobie coś, co prosi o uwagę. I jest gotowe przestać Cię uciskać, „boleć”, szczypać czy ciągnąć. ”Tylko mnie zobacz, tylko mnie przyjmij” – prosi niemo, tym skurczem właśnie. To język Twojego ciała. Jeśli czujesz, że są przy tym zwracającym uwagę miejscu również jakieś emocje, je też obejmij tym oddechem. I pozwól im być. One zaraz odejdą.
- Pozostań w klimacie, jaki czułaś przez tę chwilę — aż poczujesz, że „już”. Twoje ciało wie, kiedy proces się kończy. Zakończ tę obserwację siebie, dając sobie przed wstaniem jeszcze 2 minutki, zanim powrócisz do rzeczywistości. Otwórz oczy. Dziękuję.
Jak działa integracja przez oddech?
Jeśli skorzystałaś z zaproszenia do świadomej praktyki oddechu, jaką zaproponowałam w ćwiczeniu, mogłaś doświadczyć, jak to jest oddychać do siebie i móc dotknąć oddechem wszystkiego, co w Tobie tego potrzebowało. Czy poczułaś to połączenie ze sobą? Jak się z tym czujesz? Czy chciałabyś to kiedyś powtórzyć? Jeśli udało Ci się wejść w proces, gratuluję! Właśnie zaczęłaś poznawać sposób na to, by integrować w harmonijną całość wszystko, co na dany moment jest w Tobie! Jeśli poczułaś, że to „nie do końca tak powinno wyglądać” – daj sobie jeszcze szansę. Jest to proces tak indywidualny, że równie dobrze „to może wyglądać tak”, jak wyglądało. Tym razem. Następnym razem może będzie całkiem inaczej. Rozumiesz?
Otwórz się i nie obwarowuj wyobrażeniami czy oczekiwaniami. Zaufaj sobie. Zaufaj ciału i oddechowi
„Integrowanie oddechem” tożsame z „samointegracją” (bo robisz to samodzielnie) to nic innego, jak wyciszenie umysłu i podążenie za swoim oddechem do ciała, by zanurzyć się w nim świadomie, z pełną uwagą, z zauważaniem stanów (napięcie mięśni, pieczenie, zaciśnięcie), z dostrzeżeniem swoich emocji, z pełną akceptacją siebie. Praca polega na przyjmowaniu wszystkiego, co napotykamy w sobie, bezstronnym oddechem. Tak jest. Taka jestem. Oddycham sobą, w sobie, do siebie. Oddycham bez ocen, analiz i rozdzielania czegokolwiek w sobie na „dobre” i „złe”. Proces taki kończy się połączeniem (zintegrowaniem) w sposób bezkonfliktowy ciała, uczuć, emocji, umysłu i ducha — w jedną całość — w Ciebie. Stąd nazwa metody. Przedstawiona metoda nie jest filozofią. Badania wskazują, że świadome działanie w sobie oddechem ma raczej charakter wykorzystywania naszej naturalnej zdolności organizmu do samoregulacji, poprawy regeneracji oraz do uruchomienia i przyśpieszenia procesów samonaprawy.
Rutyna posiadacza nieodkrytego skarbu
Oddech ma ogromną moc w przeżywaniu emocji i w samoregulacji. Jednak kto z nas posługuje się świadomie tym narzędziem, by żyć szczęśliwiej, radośniej, lżej, w pełni swoich zasobów? Ja dotychczas takich osób nie znałam. Dodam więcej: jestem pierwszą osobą w moim środowisku lokalnym, która zaczyna propagować wiedzę o oddechu. Czuję się jak kosmitka.
Bo kto ma na to czas? Ludzie są tak przeładowani swoimi: “muszę, trzeba, powinnam”, jakby świat kończył się dzisiaj wieczorem. I to tylko na obowiązkach. A przecież w międzyczasie … cały czas oddychamy!
Cięcie, spłycanie, przerywanie, powstrzymywanie, zatrzymywanie. To wszystko wyrabiamy najczęściej kompletnie nieświadomie z naszym oddechem minimum po kilkadziesiąt razy dziennie! Wiecie, co wymieniłam? Metody na odcinanie się od emocji. By stłumić, by nie czuć, by czuć mniej, by nie okazać emocji teraz, bo “nie wypada”, bo kogoś urażę, bo to są „złe” emocje, te „wstydliwe”, te „nieakceptowane społecznie”.
Po latach oddychania na takim „autopilocie” jesteśmy mistrzami tłumienia emocji i … cichego cierpienia. Pytań co do takiego postępowania jest najmniej kilka, ale to podstawowe muszę zadać: Czy my świadomie chcemy to sobie robić? Nie wierzę! Przecież dalsze konsekwencje czają się tuż za rogiem: izolacja, depresja, choroby ciała. Może więc brakuje nam szerszej wiedzy nie tylko o oddechu, ale i o emocjach? Może system, w którym żyjemy, przeoczył regularną naukę „kilku” naprawdę ważnych dla nas, jako dla ludzi — tematów i czas to poprawić?
Przypominajka: emocje to nie Ty, lecz określony stan „alertu”
Właśnie te stany, o których mówimy, że dodają nam skrzydeł, że wznoszą nas pod lamperie, że nami targają albo że… przeciągnęły nas po bruku. Znane nam od pierwszego oddechu, a jednak … kompletnie nieznane. W przeogromnym skrócie emocje (z łac. e movere – „w ruchu”), to informacje o naszym stanie, które potrzebują tylko przepłynąć (z odpowiednim natężeniem wyrażającym odbiór doświadczenia) i mogą odejść. Oddech jest zaś wsparciem w tym procesie, jeśli „pozwolimy mu działać”.
Postępując jednak nawykowo i mechanicznie, aż nazbyt często, nim emocje zdążą samoistnie odejść, ulegamy sile naszego oporu przed niewygodnym stanem ich przeżywania i zaczynamy reagować. A w jaki sposób? W najlepiej nam znany: tniemy oddech i „zamiatamy emocje pod dywan” (upychamy je w ciele). Mało kto zdaje sobie sprawę, że od tego momentu angażujemy część naszej energii witalnej w pilnowanie, by „to coś” (np. agresja) przypadkiem nie wylazło bez kontroli do świata.
Ludzie całymi latami, często od dzieciństwa — angażują swoją energię w przetrzymywanie nieprzyjętych emocji, bo kiedyś, w przeszłości (gdy przyszły) były za trudne, było ich za dużo, były zbyt intensywne. Nie prościej: „siup” – pod dywanik? Czasem to konieczność, by się chronić, ale później to już częściej wyuczony nawyk, który można zmienić.
Kiedy przychodzi dzień, że zaczynasz przestawać kontrolować stany emocjonalne (bo masz już w sobie za dużo choćby gniewu, złości czy przemilczanych niezgód etc.) lub kiedy „wszystko Cię denerwuje”, więc wybuchasz przy byle okazji krzykiem albo łzami — jest to dzień, gdy Twój „dywan” nie jest w stanie zmieścić już pod spodem więcej „śmieci”.
Odpowiedzialność za to, co we mnie
Zyskanie jasnej informacji o własnym stanie, to przeogromny krok naprzód. Wzięcie odpowiedzialności za ten stan (ja to sobie zrobiłam, nie ten KTOŚ, nie to COŚ „co mnie tak zdenerwowało, co doprowadza mnie do szewskiej pasji, wściekłości, gniewu, ten Osioł …”), to decyzja o podniesieniu „dywanu” i zauważenie „śmieci”.
W tym samym czasie Twoje ciało może komunikować Ci to samo, tylko swoim językiem: nawracające bóle, tiki, przeróżne objawy somatyczne trudne do zdiagnozowania, sztywność, napięcia, skurcze, skoki ciśnienia, niedoczynność organów — to wszystko prosi o jedno: oddychaj. Daj sobie uważność i zacznij oddychać z akceptacją tego, co w Tobie.
Oddech do ciała, uważność na nie i przyjmowanie siebie z tym, co w Tobie — to rozpoczęcie procesu robienia porządków oraz początek odzyskiwania zdrowia i własnej energii życiowej. Jak regularnie zaczniesz „wymiatać”, w Twoim życiu szybko pojawią się zauważalne zmiany na lepsze, a ja gwarantuję Ci, że poczujesz to całą sobą.
Jak zacząć być ze sobą bliżej oddechem?
Wiem, że wsparcie czasem jest potrzebne „od ręki”. Nie za tydzień. Nie po przebyciu kolejki do specjalisty. Nie po przeczytaniu następnej całej książki. Dlatego na dobry początek możesz wykorzystać ćwiczenie początkujące ten artykuł. Można je przedłużyć do pół godziny i wykonać częściej, choćby co kilka dni. Bądź jednak na siebie uważna, dawaj sobie odpocząć, kiedy czujesz, że tak mówi ciało i … nie śpiesz się. Praca z oddechem to droga, a nie cel.
Mam poczucie, że daję Ci tym samym narzędzie dostępne w każdej chwili, w której zdecydujesz o jego użyteczności. Genialne w swojej prostocie i zdolne zdziałać cuda w praktykowaniu częściej. Jeśli temat Cię zainteresował lub zainspirował do pogłębienia wiedzy o nim, nic nie stoi na przeszkodzie, by poeksplorować Internet. Jest tam wiele informacji o różnych szkołach oddechowych i metodach samodzielnej pracy, a każdy zainteresowany znajdzie coś dla siebie.
Oddychaj i poddaj się pełni swojej energii i mocy
Wierzę, że oddech jest nadal jeszcze mało zbadanym fenomenem nas samych, a jego możliwości sięgają znacznie dalej, niż wiemy, dlatego namawiam Cię wprost do zwiększenia swojej świadomości oddechu i do korzystania z jego dobrodziejstw. Jeśli ten artykuł zainspiruje Cię do rozpoczęcia pracy na rzecz własnego dobrostanu, będzie to wspaniała wiadomość, ale zrozum mnie dobrze: nie zachęcam do porzucenia lekarzy specjalistów i trwających procesów leczenia. Wszystko jest dobrze tak, jak jest: diagnozuj się, kontynuuj leczenie i … oddychaj. Oddychaj świadomie. To proste! Na koniec polecam z serca to, co sama poznałam: oddychaj z tego procesu świadomością i ciesz się nim. Zwracaj uwagę, kiedy i co mówi Twoje ciało. Jeśli zdołasz, badaj siebie oddechem codziennie i otwórz się na to, co w sobie masz. Wykorzystuj oddech, by łączyć się ze sobą i żyć w większym rozumieniu siebie. Poprzez integrowanie oddechem odzyskuj i doświadczaj coraz więcej swojej energii i mocy.
Poddawaj się z ufnością temu, co może Twój oddech i patrz, jak Twoje życie wraz z nim coraz piękniej rozkwita.

Autorka: Magdalena Kasperska — coach i praktyk integrowania oddechem, artystka z wykształceniem psychologicznym (SWPS), obecnie studentka arteterapii. Prowadzi indywidualne sesje coachingu i integrowania oddechem on-line i stacjonarnie w Warszawie. Uczy stawiać pierwsze kroki w samodzielnej pracy z oddechem. Wspiera w pokonywaniu trudności i pomaga na drodze rozwoju osobistego. Serce i ciało regeneruje, tworząc, jeżdżąc na rowerze, oddychając lasem i pracując w ogrodzie. Więcej informacji znajdziecie na fanpage Facebook: Oddech Psyche – coaching i sesje integrowania oddechem.
https://www.facebook.com/OddechPsychecoachingintegrowanieoddechem

