Zaczynała od stylizacji paznokci, dziś buduje kobiecą społeczność, która realnie zmienia sposób myślenia o biznesie. Iza Wróblewska – przedsiębiorczyni, mentorka i twórczyni kobiecego networkingu – opowiada o relacyjności jako strategii, empatii jako przewadze konkurencyjnej i o tym, dlaczego kobiety nie muszą już prowadzić biznesu „po męsku”, by odnieść sukces. To rozmowa o odwadze, harmonii i sile wspólnoty, która zaczyna się od jednego kroku.
Przeczytaj również artykuł pt.: Wydarzenie “Kobiety z Wizją” – Ciało mówi. Biznes słucha
Spis treści
Kim jest dziś Iza Wróblewska – kobieta, przedsiębiorczyni, mentorka? Gdybyś miała opisać siebie kilkoma słowami, co byłoby najbliższe prawdy?
Dziś Iza Wróblewska to przede wszystkim kobieta świadoma swojej drogi. Jako przedsiębiorczyni i liderka, łączę „twarde” doświadczenie zdobyte w branży beauty z „miękką” siłą networkingu. Gdybym miała opisać siebie w trzech słowach, byłyby to: relacyjność, autentyczność i wsparcie. To właśnie te wartości pozwalają mi budować trwałe mosty między kobietami.
Twoja droga zawodowa jest mocno związana z branżą beauty. Co sprawiło, że właśnie stylizacja paznokci stała się Twoim pierwszym krokiem w stronę biznesu?
Stylizację paznokci odnalazłam trochę przez przypadek, choć wierzę, że w życiu przypadków nie ma. Ta dziedzina szybko stała się moją wielką pasją. Od zawsze uwielbiałam kontakt z ludźmi, a branża beauty daje naturalną przestrzeń do bliskiej współpracy z kobietami. Jestem osobą kreatywną, a ten zawód pozwalał mi nie tylko realizować się artystycznie, ale przede wszystkim nawiązywać głębokie relacje z moimi klientkami.
Od ponad 9 lat działasz w branży beauty. Jak bardzo zmieniła się ona przez ten czas – nie tylko technologicznie, ale też mentalnie?
Zmiana mentalna jest ogromna. Kiedy zaczynałam, branża była bardziej „zamknięta” – skupiona na pracy wewnątrz salonu, w przysłowiowych czterech ścianach. Dziś, w dobie mediów społecznościowych, musimy wychodzić do ludzi. Współczesna profesjonalistka beauty jest świadoma, że same umiejętności techniczne to dziś za mało. Liczy się marketing, budowanie marki osobistej i pokazywanie swojej autentyczności w sieci. Kobiety w tej branży stały się znacznie bardziej otwarte i świadome biznesowo.
Praca z klientkami uczy bardzo dużo o kobietach. Jakie potrzeby, emocje i wyzwania najczęściej widzisz u kobiet, które do Ciebie trafiają?
Mam to szczęście, że na co dzień stykam się z kobietami o różnym statusie i na różnych etapach życia. To, co je łączy, to ogromna potrzeba budowania wartościowych relacji i rozwoju. Widzę jednak, że największym wyzwaniem pozostaje łączenie wielu ról: matki, żony i ambitnej przedsiębiorczyni. W dzisiejszym zabieganym świecie dbanie o ognisko domowe przy jednoczesnym budowaniu kariery bywa wyczerpujące. W takich momentach kluczowe okazuje się wspierające otoczenie – społeczność, która powie: „dasz radę, jesteśmy z Tobą”.
Jak doświadczenie w obsłudze klienta, marketingu i sprzedaży wpłynęło na Twoje podejście do budowania marki osobistej i relacji biznesowych?
Dzięki tym doświadczeniom buduję swoją markę znacznie bardziej świadomie. Moje relacje biznesowe opieram na fundamentach, które są dla mnie nienegocjowalne: szczerości, wsparciu i lojalności. W życiu zawodowym przeszłam wiele i wiem, że jedyny biznes, który ma sens na dłuższą metę, to ten oparty na zaufaniu. Chcę, aby ludzie z mojego otoczenia czuli, że zawsze mogą na mnie polegać.
Skąd narodził się pomysł na stworzenie kobiecego klubu networkingowego? Czy był to impuls, czy raczej naturalna konsekwencja Twojej drogi?
To była naturalna konsekwencja mojej własnej potrzeby. Szukałam miejsca, w którym mogłabym się rozwijać, ale większość klubów networkingowych, na które trafiałam, miała charakter mieszany. Często dominowała w nich męska energia, a ja marzyłam o przestrzeni typowo kobiecej. Chciałam stworzyć safe space – bezpieczną przystań, w której przedsiębiorczynie będą mogły otwarcie mówić o swoich bolączkach, emocjach i sukcesach. W kobiecym gronie ta bariera znika znacznie szybciej.
Wiele mówi się dziś o networkingu, ale Ty mocno podkreślasz szczere relacje i wartości. Co według Ciebie odróżnia prawdziwą relację od „biznesowej znajomości”?
Dla mnie kluczowe jest poznanie człowieka stojącego za biznesem. Nie wyobrażam sobie wspólnych projektów bez wiedzy o tym, jakie wartości wyznaje druga osoba, co ją motywuje i co lubi robić w wolnym czasie. Prawdziwa relacja zaczyna się tam, gdzie wchodzi sfera prywatna i wzajemne zaufanie. To lojalność i wspólne wartości są kluczem do robienia świetnych interesów, a nie tylko wymiana wizytówek.

Często mówisz o łączeniu biznesu z kobiecą energią. Co to dla Ciebie oznacza w codziennym działaniu, a nie tylko w teorii?
To przede wszystkim działanie w zgodzie z własnym ciałem i kobiecą cyklicznością. My, kobiety, nie jesteśmy „liniowe” jak mężczyźni. Mamy różne fazy, zmienny poziom energii i emocji. Kobieca energia w biznesie to umiejętność wykorzystania tych stanów zamiast walki z nimi. Staram się być dla siebie wyrozumiała i dobra, nie rezygnując przy tym z ambicji. To także idea wzajemnego „poprawiania sobie koron” i autentycznego kibicowania innym kobietom.
Czy Twoim zdaniem kobiety nadal próbują prowadzić biznes „po męsku”, czy widzisz już zmianę tego paradygmatu?
Widzę wyraźną zmianę. Coraz więcej kobiet rozumie, że nie musimy kopiować męskich wzorców, by odnosić sukcesy. Odchodzi się od narzuconego tempa na rzecz poszukiwania harmonii. Wolę słowo „harmonia” niż „balans”, bo w życiu prywatnym i zawodowym chodzi o to, by te sfery współgrały, a nie tylko się równoważyły. Świadomość własnych potrzeb sprawia, że stajemy się wydajniejszymi i szczęśliwszymi liderkami.
Jakie cechy kobiece uważasz dziś za największą siłę w biznesie?
Bez wahania powiem: empatia. To podejście z sercem na dłoni do drugiego człowieka jest naszą największą przewagą. Potrafimy jednak łączyć tę wrażliwość z rozsądkiem i chłodną oceną sytuacji. Ta równowaga między sercem a rozumem to nasza unikalna siła.
Od lat stawiasz na rozwój osobisty i szkolenia. Co było dla Ciebie największym przełomem w myśleniu o sobie jako kobiecie i przedsiębiorczyni?
Przełomem było stworzenie Kobiecego Networkingu. Otoczenie się tak dużą liczbą ambitnych kobiet dało mi niesamowitą dawkę pewności siebie. Stałam się liderką „z krwi i kości”, świadomą swojej roli na czele tej społeczności. Ten proces trwa od półtora roku i codziennie utwierdza mnie w przekonaniu, że wspólnota ma ogromną moc sprawczą.
Czy pamiętasz moment, w którym poczułaś, że naprawdę „jesteś na swojej drodze”? Co wtedy się wydarzyło?
To była pierwsza edycja eventu „Kobiety z Wizją”. Zobaczyłam wtedy, że to, co stworzyłam, nie tylko cieszy się popularnością, ale przede wszystkim realnie pomaga innym. Feedback od uczestniczek, które pisały o wartościach, jakie wyniosły z tego spotkania, był dla mnie sygnałem: „Tak, Iza, to jest Twoje miejsce. Rozwijaj to dalej”.
Jak dbasz o swój rozwój wewnętrzny na co dzień – w świecie, który wymaga ciągłej aktywności?
Moim azylem są książki – czytam zarówno pozycje rozwojowe, jak i beletrystykę, by dać umysłowi odpocząć i rozwinąć wyobraźnię. Kluczowa jest dla mnie również aktywność fizyczna. Treningi pozwalają mi utrzymać wysoką energię i sprawiają, że jestem bardziej wydajna. Zdrowe ciało to jasny umysł.
Prowadzenie własnego biznesu bywa wymagające emocjonalnie. Z jakimi trudnościami mierzyłaś się jako kobieta przedsiębiorczyni?
Największym wyzwaniem był mój wewnętrzny krytyk oraz syndrom oszusta. Długo borykałam się z wątpliwościami, czy jestem wystarczająco kompetentna, by prowadzić społeczność, czy naprawdę zasługuję na to miejsce. Wiem, że wiele kobiet czuje to samo. Musimy zrozumieć, że często to my same jesteśmy dla siebie najsurowszymi sędziami – i to jest pierwsza rzecz, którą warto zmienić.
Jaką jedną rzecz chciałabyś, żeby kobiety wiedziały o biznesie, zanim w niego wejdą?
Chciałabym, aby wiedziały, że nie muszą robić wszystkiego same. Warto od początku szukać wspierających społeczności i uczyć się delegowania zadań. Dzięki współpracy z innymi możemy zajść znacznie dalej i prowadzić biznes w sposób bardziej wydajny, nie tracąc przy tym radości z życia.
Co według Ciebie najbardziej blokuje kobiety przed współpracą i wzajemnym wspieraniem się?
Często blokują nas stare, błędne przekonania – na przykład to, że inne kobiety będą nam zazdrościć lub że „tylko ja zrobię to najlepiej”. To mity. Kiedy kobieta staje się pewna własnej wartości, naturalnie chce wspierać inne. Kluczem jest przepracowanie własnych blokad i zrozumienie, że sukces innej kobiety nie umniejsza mojemu.
Jaką radę dałabyś kobiecie, która czuje, że „chce czegoś więcej”, ale jeszcze boi się zrobić pierwszy krok?
Idź na spotkanie networkingowe. Znajdź grupę kobiet, które już są tam, gdzie Ty chcesz być. Potrzebujesz środowiska, które da Ci motywacyjnego „kopa” i pokaże, że Twoje lęki są do pokonania. Pierwszy krok w towarzystwie życzliwych osób jest znacznie łatwiejszy.
Co powiedziałabyś kobietom, które czują, że nie pasują do klasycznego świata biznesu?
Przyklasnęłabym im z radością! Nie musisz pasować do żadnych sztywnych ram. Stwórz swój własny świat biznesu, na własnych zasadach i w zgodzie ze sobą. Każdy z nas znajdzie swoją niszę i odpowiednie otoczenie. Nie wpasowuj się na siłę w cudze schematy – bądź projektantką własnej rzeczywistości.
Jak wygląda Twoja osobista definicja sukcesu – dziś, na tym etapie życia?
Sukcesem jest dla mnie posiadanie wokół siebie ludzi, na których mogę liczyć i którzy wiedzą, że mogą liczyć na mnie. Moim największym osiągnięciem jest moje najbliższe otoczenie: rodzina oraz kobiety, z którymi współpracuję. Miarą sukcesu jest dla mnie to, czy czujemy się po prostu szczęśliwi w tym, co robimy.
Czego życzyłabyś kobietom, które właśnie czytają ten wywiad?
Życzę Wam, abyście czuły się dobrze we własnej skórze i budowały wokół siebie wspierające kręgi. Jeśli jeszcze ich nie macie – stwórzcie je. Pamiętajcie, że każda z nas jest kowalem własnego losu. Projektujcie swoje życie tak, by było zgodne z Wami, byście czuły się docenione i, co najważniejsze, byście szczerze pokochały same siebie.

Siła relacji i wspólnoty – lekcja od Izy Wróblewskiej
Historia Izy Wróblewskiej pokazuje, że nowoczesny biznes kobiet opiera się nie tylko na kompetencjach, ale przede wszystkim na relacjach, autentyczności i wzajemnym wsparciu. Jej droga – od branży beauty po stworzenie kobiecego klubu networkingowego – to dowód na to, że empatia może być realną siłą rynkową, a wspólnota najskuteczniejszą strategią rozwoju.
Ta rozmowa przypomina, że nie trzeba dopasowywać się do sztywnych schematów świata biznesu. Można tworzyć własne zasady, budować w zgodzie z cyklicznością i projektować sukces po swojemu – jako harmonię między życiem prywatnym a zawodowym. Bo kiedy kobiety przestają rywalizować, a zaczynają się wspierać, dzieje się coś znacznie większego niż biznes. Powstaje ruch.
Z Izą Wróblewską rozmawiała Renata Zielezińska.

