Przez ostatnie lata branża wellness wmówiła nam, że dbanie o siebie to kwestia kupienia odpowiedniej soli do kąpieli albo wyjazdu do spa na weekend. Jednak prawdziwa czułość wobec siebie, o której piszemy dziś na popularnym portalu dla kobiet e-Wenus.pl, nie wymaga portfela ani wanny. Wymaga za to radykalnej zmiany sposobu, w jaki do siebie mówisz, gdy zawalisz projekt, spóźnisz się po dziecko do przedszkola albo po prostu nie masz siły wstać z łóżka.
Spis treści
Zmęczenie to fizjologia, a nie cecha charakteru
Problem z czułością wobec siebie polega na tym, że mylimy ją z użalaniem się. Do gabinetów terapeutycznych trafia mnóstwo kobiet, które na własne wyczerpanie reagują złością. Kiedy nie domykasz harmonogramu, twój pierwszy odruch to zazwyczaj ostra reprymenda. Mówisz sobie w myślach, że jesteś beznadziejna, niezorganizowana i że inne kobiety dają radę.
Zatrzymajmy się na chwilę przy faktach. Kiedy po ośmiu godzinach w biurze, zrobieniu zakupów i zapłaceniu rachunków twój mózg odmawia posłuszeństwa, to nie jest oznaka lenistwa. To fizjologiczna reakcja układu nerwowego na przebodźcowanie. Samowspółczucie, czyli termin ukuty przez psycholożkę dr Kristin Neff, to w tym kontekście po prostu uznanie faktów. To umiejętność powiedzenia sobie na głos: jestem zmęczona, mam prawo nic dzisiaj więcej nie zrobić. Bez dodawania złośliwych komentarzy na własny temat.
Mechanizm podwójnych standardów
Spójrzmy na to z boku. Gdy twoja przyjaciółka dzwoni zapłakana, bo popełniła błąd w ważnym raporcie i szef zrobił jej awanturę, co robisz? Nie mówisz jej przecież, że faktycznie jest do niczego i powinna się bardziej postarać. Pytasz, czy zjadła obiad, radzisz, żeby poszła spać, i tłumaczysz, że każdemu zdarza się pomylić.
Z jakiegoś powodu tej samej strategii nie stosujemy wobec samych siebie. Dla otoczenia jesteśmy pełne zrozumienia, stanowimy amortyzator dla stresu naszych partnerów, dzieci i współpracowników. Dla siebie mamy tylko wymagania. Czułość wobec siebie to nic innego jak zrównanie tych standardów. To przesunięcie samej siebie z kategorii „maszyna do zadań” do kategorii „człowiek, który podlega prawom biologii i psychiki”. To dbanie o siebie jak o najcenniejszy skarb.
Trening w praktyce. Co zrobić we wtorek rano, gdy wszystko idzie źle?
Teorii mamy dość, przejdźmy do konkretów. Tej umiejętności nie zdobędziesz, czytając afirmujące hasła na Instagramie. To proces, który musisz wyćwiczyć jak mięsień w bardzo prozaicznych, codziennych sytuacjach. Wyobraź sobie typowy wtorek. Budzik nie dzwoni, wylewasz kawę na koszulę, w pracy czeka na ciebie pożar, a w drodze powrotnej stoisz w korku. Zamiast standardowego monolitu w głowie pod tytułem „znowu wszystko zepsułam”, włączasz świadome hamowanie. Zauważasz to, co się dzieje. Rejestrujesz napięcie w karku. I celowo, z premedytacją, zmieniasz narrację. Mówisz sobie w myślach: to jest trudny poranek, stresuję się, mam prawo być teraz wściekła.
Zamiast karcić się za to, że nie trzymasz fasonu, dajesz sobie prawo do frustracji. To obniża poziom kortyzolu. Paradoksalnie, akceptacja własnej słabości sprawia, że szybciej odzyskujesz równowagę, niż gdybyś próbowała wziąć się w garść na siłę.
Koniec z byciem bezawaryjną maszyną
Przez lata pracy w redakcjach portali internetowych przeprowadziłam wywiady z setkami kobiet na wysokich stanowiskach. Widziałam te, które parły do przodu bez taryfy ulgowej. Kończyły z nerwicą, chorobami autoimmunologicznymi albo rozwodem tuż po czterdziestce. Znałam też takie, które potrafiły w środku najgorętszego tygodnia wyłączyć telefon, odwołać spotkania i powiedzieć: dzisiaj mój limit się wyczerpał. Kiedyś oceniałam to jako brak profesjonalizmu. Sama pracowałam po czternaście godzin na dobę, traktując brak snu jako dowód ambicji, aż do momentu, gdy mój własny organizm odmówił mi współpracy.
To była bolesna i droga lekcja. Nauczyła mnie, że nikt nie wręczy ci medalu za to, że byłaś dla siebie najsurowszym szefem. Czułości wobec siebie nie nauczysz się do jutra. Będziesz o niej zapominać, będziesz wracać do starych nawyków samokrytyki. Ale następnym razem, gdy coś ci nie wyjdzie i weźmiesz głęboki wdech, żeby zacząć się w myślach krytykować – po prostu zamilcz. To już będzie pierwszy krok.

