Cukier działa jak narkotyk – uzależnia, niszczy zdrowie i odbiera wolność. Kasia przez prawie 40 lat zmagała się z piekłem uzależnienia od słodyczy. Dziś, po ponad trzech latach całkowitej abstynencji, nosi mniejszy rozmiar, odzyskała zdrowie i pomaga innym kobietom wyrwać się z cukrowej pułapki. Oto jej szczera historia walki i zwycięstwa. Przeczytaj, jak byłam uzależniona od słodyczy i wygrałam życie bez cukru, a teraz pomagam innym kobietom.
Mam na imię Kasia i jestem uzależniona od słodyczy w zasadzie, od kiedy sięgam pamięcią. Aktualnie mijają ponad 3 lata, od kiedy nie miałam w ustach nic słodkiego.
Spis treści
Uzależnienie od słodyczy – moja historia
Przez niemal 40 lat objadałam się dużymi ilościami słodyczy. A w ciągu kilka ostatnich lat czułam się bezsilna i sfrustrowana, gdy szukałam pomocy u specjalistów, którzy nie znajdowali rozwiązań. Nie pomogli mi najlepsi psychoterapeuci, dietetycy, psychodietetycy, trenerzy, ani nawet lekarze. Pomogła mi moja własna determinacja oraz moja niezgoda na to, żeby zaakceptować tę sytuację. Wszystko się zmieniło, kiedy uświadomiłam sobie, że jestem uzależniona od słodyczy i to uzależnienie w swoich mechanizmach niczym się nie różni od alkoholizmu. W tamtym momencie zrozumiałam, dlaczego terapia nie zadziałała. Otóż polegała ona jedynie na uczeniu mnie zdrowego umiaru w słodyczach oraz akceptowaniu nawrotów do objadania się. Zabrakło odważnej decyzji o całkowitym rzuceniu słodyczy. Intensywna praca nad emocjonalną stroną uzależnienia (czyli co się kryje pod spodem uzależnienia — jaka trauma, jakie niezaspokojone potrzeby i nieprzeżyte emocje) okazała się niewystarczająca. Dokładnie tak samo, jak nauka zdrowych sposobów samoregulacji. Kluczowa jest równoległa decyzja o całkowitej abstynencji od słodyczy. Inaczej mamy sytuację podobną do pozwalania alkoholikowi na małą lampkę wina od czasu do czasu.
Pomagam kobietom wyjść z cukrowego nałogu
Moje doświadczenia sprawiły, że zostałam Praktykiem Uzależnień. I pomagam kobietom, które po wielu latach prób ograniczania i rzucania słodyczy, ciągle wracają do objadania się słodyczami w dużych ilościach. Pokazuję, jakie piękne może być życie bez słodyczy!
Zacznę jednak od początku. Miałam trudne dzieciństwo, a objadanie się słodyczami było dla mnie podstawową formą samoregulacji. To najprostszy i najszybszy sposób, żeby sobie pomóc w ciężkich chwilach. Zawsze byłam bardzo aktywną osobą. Szybko chudłam do rozmiaru 36. A potem znowu wracałam do dodatkowych kilogramów. Wieloletnie objadanie się słodyczami doprowadziło do zaburzeń metabolicznych. W moim przypadku była to hipoglikemia reaktywna, która z czasem całkowicie zahamowała moją możliwość schudnięcia. Nie byłam w stanie w ogóle zrzucić dodatkowych kilogramów, nawet przestrzegając diety od profesjonalnego dietetyka. Nie udało mi się dokonać tego wyczynu nawet pod opieką trenera. Ta sytuacja mnie totalnie załamała i doprowadziła do tego, że trafiłam na psychoterapię, którą uważam za fundament pracy nad sobą.
Dlaczego dieta, trening i terapia nie wystarczały
Dopiero na terapii dowiedziałam się, skąd wzięło się moje objadanie się słodyczami. Tam też uczyłam się też rozpoznawać i akceptować swoje emocje i potrzeby. Poznałam zdrowe sposoby pomagania sobie, czyli co robić w trudnych momentach, zamiast rzucać się na słodycze. Dzięki terapii całe moje życie zmieniło się na plus, miałam piękne codzienne nawyki dbania o siebie oraz zaczęłam stawiać granice ludziom. Jednak nadal nie chudłam od diety ułożonej przez profesjonalnego dietetyka, a po dołożeniu treningów też nadal nie miałam żadnych rezultatów. Brak efektów sprawiał, że czułam się kompletnie załamana. W efekcie wracałam do objadania się słodyczami, co terapeuta traktował jako normalną sytuację w procesie leczenia. I znowu zaczynałam od początku, i znowu zero efektów, więc znowu nawrót do objadania się. W takim kole kręciłam się wiele lat, a moja bezsilność i frustracja nie miały granic. Brałam udział w licznych kursach i warsztatach ze zdrowego odżywiania, odchudzania i budowania dobrych nawyków. Wszystkim opowiadałam mój przypadek i wszyscy potwierdzali, że jeśli jest deficyt kaloryczny, to musi być chudnięcie, więc skoro nie chudnę, to na pewno oszukuję. Uczyłam się też umiaru w słodyczach oraz pracowałam nad odzyskaniem kontroli w ilości zjadanych słodyczy pod okiem kilku znanych psychodietetyków, ale wytrzymywałam od paru dni do paru tygodni i znowu wpadałam w długie ciągi słodyczowe. Próbowałam zrzucić zbędne kilogramy przez wiele lat. Byłam zmęczona tymi zmaganiami.
Cukier jak narkotyk – moment przełomowy
W pewnym momencie miałam 23 kilogramy nadwagi. Wtedy nagle publicznie zaczęto mówić o otyłości jako o chorobie, a ja dowiedziałam się, że nie jestem jedyna, która nie może schudnąć i że to nie jest moja wina! To było takie uwalniające! Nadal jednak nie byłam w stanie zaakceptować faktu, że mam pozostać otyła już na zawsze. Ciągle pamiętałam moje szczupłe i zdrowe ciało i nie mogłam się pogodzić z tym, że nigdy więcej taka nie będę. I nagle zdarzył się cud – w internecie przypadkowo natrafiłam na artykuł o tym, że cukier uzależnia siedem razy mocniej niż kokaina. Ten artykuł zmienił moje życie.
Zrozumiałam, że muszę odstawić słodycze tak samo, jak dzieje się to w przypadku innych używek. Dlatego właśnie psychoterapia sama w sobie nie pomagała i nie spowodowała, że potrafiłam wybrać zdrowy spacer zamiast 3 tabliczek czekolady. Robiłam to i to. Robiłam wiele cudownych rzeczy dla siebie, ale nadal nie potrafiłam przestać jeść słodyczy. Bo uwierzyłam, że powinnam jeść słodycze w umiarze. Jeden mały batonik dziennie, czyli jedna lampa wina dla alkoholika.
Decyzja o całkowitej abstynencji od słodyczy
Prawdziwa zmiana nastąpiła, kiedy zrozumiałam, że jestem jak narkoman fizycznie uzależniona i że jedyną drogą jest całkowite odcięcie się od substancji, która mi niszczy zdrowie i życie. Wyznaczyłam sobie dzień, w którym raz na zawsze rzuciłam słodycze.
Nowe życie bez cukru: zdrowie, waga i wolność
Od tego dnia zmieniło się całe moje życie! Na mojej drodze stanęli specjaliści, którzy doradzili odżywianie wysokobiałkowe i niskowęglowodanowe. Dzięki temu wyleczyłam się z hipoglikemii reaktywnej, a moja waga wreszcie zaczęła spadać. Dzisiaj noszę ubrania w rozmiarze 38, a w momencie odstawienia słodyczy był to rozmiar 46. Wygrałam życie i zdrowie, tylko dlatego, że się nie poddałam i nie dałam sobie wmówić, że mam siebie zaakceptować z ponad 20 kg nadwagi, chorą, w stanie zapalnym, z zaburzeniami metabolicznymi, w okropnym uzależnieniu.

Dlaczego objadanie się słodyczami to nie tylko „brak silnej woli”?
Jestem w procesie, bo moja droga ciągle trwa, natomiast mój dotychczasowy sukces to takie puzzle — połączenie psychoterapii jako fundamentu pracy nad sobą (do przepracowania: dzieciństwo, traumy, potrzeby, emocje, granice, relacje), odpowiedniego odżywiania, aktywności ruchowej, dobrych nawyków. PODSTAWĄ była i jest MOJA DECYZJA O CAŁKOWITYM NIEJEDZENIU SŁODYCZY. Chcę o tym mówić – o całej mojej drodze i rozwiązaniach, do których doszłam sama dzięki własnej determinacji. Moim zdaniem objadanie się słodyczami nie powinno być leczone jak zaburzenie odżywiania (np. bulimia, kompulsywne objadanie się), ale jako uzależnienie takie jak alkohol lub narkotyki.
Twoja decyzja może zmienić wszystko
Jeżeli od lat próbujesz ograniczać słodycze do zdrowego umiaru, a pomimo tego ciągle wracasz do objadania się nimi w niekontrolowany sposób – to musisz przyjąć do świadomości i zaakceptować, że jesteś w uzależnieniu.
Autorka: Kasia Piwecka — jako Instruktor Terapii Uzależnień, pomagam w podjęciu decyzji o całkowitej abstynencji od słodyczy i przygotuję Cię do tej wielkiej zmiany życiowej. Wygrasz zdrowie, wolność i nowe piękne życie! Zapraszam do mojej przestrzeni www.kobietauzalezniona.pl, gdzie bez wstydu rozmawiamy o kobiecych uzależnieniach.

