Dawniej w Polsce karnawał celebrowano o wiele bardziej hucznie, niż to ma miejsce współcześnie. Wtedy dominowały maskarady, wystawne uczty i różnego rodzaju bogate w symboliczne znaczenia zabawy. Tak samo, jak to ma miejsce teraz, karnawał zaczynał się w święto Trzech Króli, a kończył się tuż przed Wielkim Postem. Co przetrwało, a co bezpowrotnie odeszło w zapomnienie?
Spis treści
Ostatki i karnawał w Polsce
Zabawy karnawałowe swymi korzeniami sięgają starożytności, kiedy to obchodzone były obrzędy zimowe poświęcone bogom urodzaju. Także i później ten czas świętowano hucznie. Tak było w średniowieczu, zwłaszcza w Rzymie i w Wenecji, gdzie bale karnawałowe w szczątkowej postaci przetrwały do współczesności.
Sam termin karnawał najprawdopodobniej wywodzi się od słów „carna vale”, co można przetłumaczyć jako „mięso żegnaj”. W sensie dosłownym chodziło wówczas przede wszystkim o to, żeby (jeszcze przed zbliżającym się nieuchronnie postem) posilić się do syta i pobawić. A jak to wyglądało w Polsce? U nas karnawał przyjął się szybko. Od początku wyróżniał go rodzimy wyraz, a nawet daleko posunięta regionalizacja, bo tak naprawdę każdy z regionów „wypracował” swoje własne unikatowe formy jego celebracji. Tym, co je spajało, były skrywające się za nimi wspólne symboliczne sensy oraz znaczenia. Pierwsze wzmianki na temat polskiego karnawału pochodzą z XVII wieku, ale ta tradycja na ziemiach polskich była znana już wcześniej. Wiadomo, że już za czasów Sarmatów ten okres określano mianem „mięsopustu” albo „zapustów”.
Od początku sedno karnawału sprowadzało się do zawieszenia obowiązujących na co dzień norm. Wtedy też na pierwszy plan wysuwał się niedozwolony na co dzień „świat na opak”. Jedynie w tym szczególnym czasie błazen mógł zostać mędrcem, a biedak bogatym panem. Oprócz tego nie miał wówczas zastosowania szeroko rozumiany umiar, nie tylko w jedzeniu, ale również w piciu, czy też w życiu obyczajowym. Na co jeszcze nie było wtedy miejsca? Przede wszystkim na powagę i poszanowanie dla obowiązującej na co dzień hierarchii oraz porządku.
Kuligi
Kulig stanowił jedną z najpopularniejszych zabaw karnawałowych, zwłaszcza wśród magnaterii oraz szlachty w dawnej Polsce. Często się zdarzało, że kuligi trwały po kilka, a nawet i kilkanaście dni. Jak to możliwe? Wszystko za sprawą tego, że w międzyczasie odwiedzano znajdujące się nieopodal dwory i dworki. W każdym z nich można było liczyć na suty poczęstunek i na huczną zabawę (włącznie z noclegiem). Kolejnego dnia ruszano dalej i cały schemat podejmowanych aktywności rozpoczynał się od nowa. Warto nadmienić, że na kilka godzin przed odwiedzinami danego domostwa, wysyłano tam posłańca, który informował o „niespodziewanych” gościach. Dzięki temu gospodarz miał czas na przygotowanie stołu, noclegu. Często się również zdarzało, że wszyscy domownicy witali swych gości w specjalnych (uszytych) na tę okazję stylizowanych na wiejskie strojach (np. młynarza, starosty, arendarza itd.). Z tej okazji sprowadzano do domu kapele, a nawet i całe korowody różnego rodzaju przebierańców.
Reduty
Reduty w Polsce zapoczątkowano za panowania Augusta II Sasa. Pierwsze zorganizowano w Warszawie, przy ulicy Piekarskiej 105. Także i w kolejnych latach te warszawskie były najbardziej znane. Co tydzień organizowano dwie, co istotne, tego samego wieczora. Pierwsza miała miejsce w salach za teatrem, a druga w Pałacu Radziwiłłowskim. Akurat tam okrycia maskaradowe nie były obligatoryjne.
Czym tak de facto były reduty? Maskowymi balami, które przygotowywano na wzór włoski. Strój miał charakter dowolny, ale trzeba było mieć maskę. Podczas tego rodzaju zabaw chętnie tańczono, grano w karty, spożywano specjalne potrawy i trunki, a także plotkowano. Często się również zdarzało, że służyły one jako miejsce spotkania kochanków.
Zabawy ostatkowe
Dawniej chłopi i mieszczanie w okresie karnawału organizowali różnego rodzaju uliczne pochody. Zazwyczaj przygotowywali z tej okazji specjalne stroje, w których później bardzo chętnie się prezentowali. Najczęściej wyglądało to w ten sposób, że odwiedzali okoliczne domostwa i tam po odegraniu określonych „scenek”, mogli liczyć na poczęstunek, a nawet i na drobne podarki. „Maszkary zapustne” wędrowały przez poszczególne wioski po to, żeby obudzić wiosnę i skorelowany z nią potencjał narodzin, płodności, wzrastania (z tego powodu hałasowano).
To z ostatnimi dniami karnawału wiązało się najbardziej huczne świętowanie. Najczęściej zabawa rozpoczynała się w Tłusty Czwartek, a kończyła się we wtorek w nocy, przed Środą Popielcową. Warto nadmienić, że „ostatki”, określano również mianem „podkoziołka” albo np. „śledzika”. Ich nieodłącznym elementem były tzw. maszkary zapustne (np. Turoń, Kozioł, Niedźwiedź, Żyd i Cygan, Dziad i Baba). Każdorazowo po zakończeniu części obrzędowej, rozpoczynała się huczna zabawa dla wszystkich zgromadzonych w danym miejscu.
Na Górnym Śląsku i na Opolszczyźnie dużą popularnością cieszył się „babski comber” (w krakowskim wariancie był to „czomber”), czyli zabawa skierowana ku kawalerom, którzy jeszcze nie znaleźli narzeczonej albo nie ożenili się. W jej ramach karą za bezżeństwo było ciągnięcie przywiązanego do nogi drewnianego kloca (tej czynności towarzyszyły okrzyki kobiet: „czomber, czomber”). Tego rodzaju postępowanie stanowiło następstwo obowiązujących wówczas wierzeń i przekonań. Po prostu wtedy powszechnie uważano, że nikt nie powinien sprzeciwiać się odwiecznemu porządkowi. Jeśli więc ktoś zbyt długo zwlekał z ożenkiem, należało go przywołać do porządku, żeby także i on postępował w zgodzie z rytmem odwiecznego „biologicznego zegara”.
Tak samo to wyglądało w przypadku panien, które były zbyt wybredne i tych, które odwlekały zamążpójście. W ich przypadku praktykowany był tzw. podkoziołek. Akurat ten obrzęd zaczynał się w ostatni wtorek zapustów. Praktykowano go pod postacią obrzędowej zabawy tanecznej. Warto nadmienić, że była ona organizowana w celach matrymonialnych. I tak np. w okolicach Środy oraz Kórnika młodzież udawała się do karczmy, gdzie chłopcy ustawiali beczkę, a na niej talerz na pieniądze. Później przychodziły panny, które w minionym karnawale nie zaręczyły się. Proszono je do tańca, a one, gdy tylko zbliżyły się do beczki, musiały rzucić na znajdujący się na niej talerz pieniądze. W taki właśnie sposób spłacały swój dług bezżeństwa. W tym samym czasie obok wspomnianej beczki siedział chłopiec, który trzymał w rękach wykonanego ze szmat podkoziołka. To on śpiewał, że trzeba dać pokoziołek.
Przeczytaj również artykuł pt.: Tłusty tydzień i wschodniosłowiańskie ostatki. Na czym polegają obchody Maslenicy?
Karnawałowe kulinaria
W karnawale przeważała kuchnia tłusta i prosta. Stawiano głównie na kapusty z mięsem, kasze z omastą i na różnego rodzaju mięsa i kiełbasy. Do tego dochodziły bliny, racuchy i przysmaki delikatniejsze (np. chrusty, pączki). Warto przypomnieć, że protoplastą pączka był wykonany z chlebowego ciasta krepel (nadziewano go cebulą i słoniną, a smażono w smalcu). Kreple ustąpiły pierwszeństwa pączkom dopiero w XVII wieku. Inna często pojawiająca się na ówczesnych stołach przekąska to chrust, czyli faworki. Oczywiście także i w obrębie kuchni zauważalna była regionalizacja. I tak na wschodzie podawano reczuchy i bałabuchy, a na zachodzie kreple i pączki. Z kolei Mazowsze słynęło z faworków. Zupą, która wiodła wówczas prym (zwłaszcza na Górnym Śląsku), był żur.
W bogatych domach na wystawnych ucztach serwowano dania emblematyczne dla kuchni polskiej oraz europejskiej – bażanty, szynkę z galaretką, rostbefy, faszerowane kasztanami kaczki, pasztety z dziczyzny itd. Do tego dochodziły np. różnego rodzaju jarzynki, sosy i bigos. Na deser podawano lokalne ciasta, leguminy i kompoty. Obowiązkowe były także pączki, chrusty i np. racuchy.
W PRL-u kuchnia bardzo zubożała, co odcisnęło swe piętno także i na karnawałowym menu. Wówczas stawiano przede wszystkim na bigos, galaretę, śledzie w różnych wersjach (np. po japońsku) i na flaki. Pączki i chrusty oczywiście przetrwały. Do tego dochodziły biszkoptowe i drożdżowe wypieki. A co serwuje się w karnawale dzisiaj? Zależy gdzie, bo są regiony, gdzie stawia się na dawne regionalne dania, i takie, gdzie raczej sięga się po nowości (także i te zagraniczne). Jedno jest pewne, współcześnie kuchnia karnawałowa jest bogata w egzotyczne składniki i niezwykle zróżnicowana. To zasługa łatwego dostępu do wielu różnych produktów i składników spożywczych. W restauracjach dużym wzięciem wciąż cieszy się np. dziczyzna i ryby w różnych wariantach. Oprócz tego na popularności zyskuje kuchnia tematyczna, np. włoska, hiszpańska, grecka.
Pierwotne sensy i współczesne znaczenia karnawału
W dawnej obrzędowości dorocznej świat natury przenikał codzienne życie ludzi. Okresowo pozaludzkie zwierzęce byty wkraczały do oswojonego przez ludzi orbis interior i razem z nimi brały udział m.in. w obrzędach zapustnych, żeby finalnie sprowadzić w następnym roku szczęście, obfitość i szeroko rozumiany dobrobyt. Poza zwierzętami (np. tur, niedźwiedź, kozioł), które utożsamiano z symboliką płodnościową, odwoływano się wówczas także i do flory. Najlepiej o tym zaświadcza powszechnie niegdyś praktykowany taniec na len, czy też na konopie.
Obecnie te dawne płodnościowe i związane z urodzajem znaczenia odeszły w zapomnienie. Można by rzec, że zewnętrzna karnawałowa forma przetrwała (w okrojonej postaci), ale nie ma już w niej miejsca na dawne konotacje. Co je zastąpiło? Przede wszystkim funkcje ludyczne i integracyjne, bo teraz ludzie traktują karnawał jako okazję do spotkania i do relaksu. Współcześnie można nawet zauważyć, że to dzieci i młodzież bardziej się angażują w karnawałowe zabawy. Wszystko przez to, że w szkołach zaczęto powszechnie organizować karnawałowe potańcówki. Oczywiście nadal w niektórych regionach (np. na Lubelszczyźnie) można spotkać pochody z maszkarami, ale teraz to jedynie rodzaj zabawy, lokalnej atrakcji, która pozwala się wyróżnić na tle innych miast, czy też części kraju.
Liczba Polaków, którzy udają się na bale karnawałowe, sukcesywnie spada, a ci z nich, którzy się na nie wybierają, coraz rzadziej się przebierają. Zazwyczaj decydują się jedynie na eleganckie stroje. Tym samym coraz częściej współczesny karnawał upodabnia się do innych, organizowanych mniej lub bardziej regularnie zabaw, czy też towarzyskich spotkań.

