Ciekawe, kto dzisiaj zapyta Cię, czy jadłaś obiad. Bo Ty pewnie już wiesz, co zjedzą wszyscy inni. Pamiętasz, co trzeba kupić, co przygotować na jutro, do kogo zadzwonić i której sprawy absolutnie nie można przeoczyć. Potrafisz zorganizować dzień kilku osób, rozwiązać niespodziewany problem i jeszcze znaleźć czas na pracę. A potem przychodzi wieczór. Wreszcie możesz zająć się sobą. Tylko że jesteś już tak zmęczona, że na przyjemności brakuje Ci siły. A gdyby problem wcale nie polegał na tym, że źle zarządzasz czasem? Może po prostu zarządzasz zbyt wieloma rzeczami naraz?
Spis treści
To, czego nikt nie widzi
Wyobraź sobie zwyczajny wtorek. W pracy kończysz ważny projekt. W drodze do domu przypominasz sobie, że trzeba kupić pieczywo. Potem zastanawiasz się, co przygotować na kolację. Czy w lodówce zostały warzywa? Czy wystarczy jedzenia na jutro? Czy ktoś odebrał paczkę? I nagle okazuje się, że chociaż skończyłaś pracę zawodową, Twoja głowa nadal pracuje na pełnych obrotach.
Psychologowie i socjologowie opisują podobne zjawisko pojęciem „mental load”, czyli obciążenia psychicznego związanego z organizowaniem codziennego życia. Amerykańska socjolożka Allison Daminger w badaniu opublikowanym w 2019 roku w „American Sociological Review” zwróciła uwagę, że praca domowa nie sprowadza się do wykonywania konkretnych czynności. Obejmuje również przewidywanie potrzeb, poszukiwanie rozwiązań, podejmowanie decyzji oraz pilnowanie ich realizacji.
W badanych przez nią parach kobiety wykonywały większą część tej niewidzialnej pracy, szczególnie związanej z przewidywaniem i kontrolowaniem zadań. To ważne rozróżnienie. Bo nawet jeśli ktoś inny zrobi zakupy, nadal możesz być osobą, która musi sprawdzić, czego brakuje, przygotować listę i przypomnieć, żeby po drodze zajrzeć do sklepu. Można więc otrzymywać pomoc, a jednocześnie pozostawać główną organizatorką codziennego życia. I właśnie to bywa wyczerpujące.
Dlaczego tak trudno znaleźć czas dla siebie?
Kiedy kobieta mówi, że brakuje jej czasu dla siebie, często słyszy znajome rady. Wstawaj pół godziny wcześniej. Lepiej planuj dzień. Znajdź czas na aktywność fizyczną. Zapisz się na jogę. Wprowadź wieczorne rytuały. Brzmi rozsądnie. Tylko że dla osoby, która już teraz próbuje pogodzić kilkanaście obowiązków, każda kolejna aktywność może oznaczać dodatkową logistykę. Nawet wyjście na masaż trzeba przecież zaplanować. Zarezerwować termin. Uzgodnić go z innymi domownikami. Dojechać. A czasem jeszcze wcześniej przygotować wszystko tak, żeby podczas naszej nieobecności dom funkcjonował bez zakłóceń.
W rezultacie odpoczynek zaczyna przypominać kolejne zadanie do wykonania. Bywa też, że gdy wreszcie mamy wolną godzinę, pojawia się poczucie winy. Przecież można byłoby w tym czasie posprzątać, nadrobić zaległości albo zrobić coś pożytecznego. I tu dochodzimy do pewnego paradoksu. Dlaczego łatwiej nam uzasadnić godzinę poświęconą na obowiązki niż godzinę, podczas której po prostu dobrze nam się żyje? Może dlatego, że tak długo przyzwyczajałyśmy się do mierzenia własnej wartości tym, ile potrafimy zrobić dla innych. A przecież odpoczynek nie staje się mniej potrzebny tylko dlatego, że nie przynosi widocznego rezultatu.
Naprawdę wszystko trzeba robić samodzielnie?
Niektóre obowiązki wykonujemy już niemal automatycznie. Nie zastanawiamy się, czy musimy, ponieważ od dawna stanowią część naszej codzienności. Organizujemy zakupy. Przygotowujemy posiłki. Pamiętamy o terminach. Dbamy o porządek. Ustalamy rodzinne plany. Oczywiście wiele z tych czynności może sprawiać przyjemność. Gotowanie bywa pasją, a wspólny posiłek — jednym z najprzyjemniejszych momentów dnia. Problem zaczyna się wtedy, gdy coś, co kiedyś robiliśmy z ochotą, staje się obowiązkiem, z którego trudno zrezygnować. Dlatego odzyskiwanie czasu dla siebie czasami warto rozpocząć od niewygodnego pytania: co by się stało, gdybym dziś przestała robić jedną rzecz, którą wykonuję z przyzwyczajenia?
Może okazałoby się, że domownicy potrafią samodzielnie przygotować kolację. Że zakupy można zamawiać raz w tygodniu. Że nie każdy obiad wymaga godziny spędzonej przy kuchence. Być może część obowiązków warto podzielić z bliskimi, a inne zwyczajnie uprościć. Tylko uwaga: prawdziwe odciążenie nie polega na tym, że jedna osoba wciąż wszystkim zarządza, a pozostali jedynie wykonują polecenia. Chodzi o przekazanie również odpowiedzialności za planowanie i pamiętanie. Czasem największą ulgą okazuje się świadomość, że przez chwilę naprawdę nie trzeba o czymś myśleć.
Obiad, który kosztuje znacznie więcej niż pieniądze
Zastanawiałaś się kiedyś, ile czasu zajmuje przygotowanie jednego obiadu? I nie chodzi wyłącznie o gotowanie. Najpierw trzeba wymyślić, co podać. Sprawdzić, czy są wszystkie składniki. Zrobić zakupy. Przygotować jedzenie. A na końcu jeszcze posprzątać. Następnego dnia wszystko zaczyna się od nowa. Do tego dochodzą różne potrzeby domowników. Ktoś woli dania mięsne, ktoś inny chętniej wybiera warzywa. Jedna osoba wraca do domu o siedemnastej, druga dopiero wieczorem. Nie bez powodu pytanie „co dziś na obiad?” potrafi wywołać westchnienie, zanim ktokolwiek zdąży otworzyć lodówkę. A przecież jedzenie powinno być źródłem przyjemności i dostarczać organizmowi potrzebnych składników odżywczych, zamiast codziennie zamieniać się w logistyczne wyzwanie.
Jednym z rozwiązań może być gotowanie na dwa dni. Innym – dzielenie się obowiązkami z domownikami albo planowanie prostszych posiłków. Coraz częściej naturalną alternatywą staje się również korzystanie z cateringu dietetycznego. Nie po to, by schudnąć czy kontrolować kaloryczność posiłków. Również dlatego, by odzyskać czas, który każdego dnia pochłania planowanie zakupów i gotowanie. Bo czasami największym luksusem nie jest wykwintna kolacja. Jest nim świadomość, że dzisiaj nie trzeba jej organizować.

Kiedy troska o siebie przestaje być kolejnym obowiązkiem
To właśnie podobna obserwacja stała się początkiem historii Happy Smile Catering. Jedna ze współzałożycielek marki, Paulina, wcześniej pracowała jako trenerka personalna i doradczyni żywieniowa. Prowadziła treningi, przygotowywała plany żywieniowe i wspierała kobiety, które chciały zadbać o swoje zdrowie, sylwetkę i codzienne nawyki. Podczas pracy zauważyła coś, co trudno uwzględnić w idealnie rozpisanym jadłospisie. Można wiedzieć, co powinno znaleźć się na talerzu, a jednocześnie zwyczajnie nie mieć czasu, żeby każdego dnia to przygotować. Można chcieć jeść regularnie i różnorodnie, ale po intensywnym dniu nie mieć energii na zakupy i gotowanie.
Z tej potrzeby powstał Happy Smile Catering, znany również jako hscatering.pl – marka, której filozofia opiera się na przekonaniu, że zdrowe odżywianie powinno ułatwiać życie, a nie stawać się kolejnym źródłem presji. Co ciekawe, za tą ideą stoją bardzo praktyczne rozwiązania.
Przykładem jest Wybór Menu, dzięki któremu każdy może samodzielnie komponować codzienny zestaw z dostępnych potraw. To istotne dla osób, które cenią różnorodność i chcą mieć wpływ na to, co jedzą. Marka oferuje również bezpłatne wsparcie w doborze rodzaju diety i kaloryczności, a także możliwość zamawiania pojedynczych posiłków dla innych domowników. Ten ostatni szczegół jest szczególnie interesujący. Bo jeśli jedna osoba korzysta z cateringu, ale nadal musi przygotowywać osobny obiad dla całej rodziny, część codziennego obciążenia pozostaje.
Tymczasem sens dobrze pomyślanej usługi tego cateringu dietetycznego w formie wygodnej diety pudełkowej polega właśnie na tym, żeby odpowiadała na rzeczywiste potrzeby człowieka. W przypadku HSCatering ważnym elementem filozofii jest też przyjemność jedzenia. Zdrowe odżywianie nie powinno oznaczać monotonnych posiłków ani nieustannej rezygnacji z ulubionych smaków. To podejście, w którym wygoda, różnorodność i troska o sposób odżywiania mogą iść w parze.
Więcej o filozofii marki i możliwościach korzystania z jej usług można przeczytać na stronie Happy Smile Catering.

Czy dbanie o siebie naprawdę musi być takie skomplikowane?
Przyzwyczailiśmy się do myślenia, że zdrowy styl życia wymaga ogromnego wysiłku. Trzeba planować posiłki, pilnować odpowiednich proporcji składników, pamiętać o aktywności fizycznej i regularnym odpoczynku. Tymczasem Narodowe Centrum Edukacji Żywieniowej, promując model Talerza Zdrowego Żywienia, zachęca przede wszystkim do różnorodności i stopniowego wprowadzania korzystnych zmian. Nie chodzi o perfekcję przy każdym posiłku. Znaczenie ma całokształt codziennego odżywiania, odpowiedni dobór produktów i nawyki, które jesteśmy w stanie utrzymać.
Podobnie można spojrzeć na troskę o siebie. Nie każda kobieta potrzebuje porannej medytacji. Nie każda będzie szczęśliwsza, jeśli zacznie wstawać o piątej rano. Nie każda marzy o gotowaniu pięciu posiłków dziennie. Czasem lepszym rozwiązaniem jest uproszczenie tego, co i tak trzeba zrobić.
Dla jednej osoby będzie to zamawianie zakupów z dostawą. Dla innej – podział domowych obowiązków. Dla kolejnej – przygotowywanie posiłków na kilka dni lub korzystanie z cateringu. Żadne z tych rozwiązań nie jest uniwersalne. Różnimy się możliwościami finansowymi, potrzebami, upodobaniami i stylem życia. Ale wszystkie łączy jedna myśl: dbanie o siebie nie musi oznaczać, że mamy do wykonania jeszcze więcej pracy.
Największym luksusem jest pozwolić sobie na pomoc
Jest coś zastanawiającego w tym, jak często usprawiedliwiamy własne zmęczenie. Mówimy, że wszyscy mają dużo obowiązków. Że inni radzą sobie z jeszcze większą liczbą spraw. Że przecież przygotowanie obiadu czy zrobienie zakupów to nic wielkiego. Tylko że zmęczenie rzadko wynika z jednej czynności. Częściej jest konsekwencją wielu drobnych spraw, które każdego dnia wymagają naszej uwagi. Dlatego warto nauczyć się patrzeć na własny czas z taką samą troską, z jaką patrzymy na potrzeby bliskich. Nie oznacza to, że wszystko trzeba zlecać innym. Albo, że odpoczynek można sobie kupić.
Catering nie rozwiąże problemu nierównego podziału obowiązków. Zakupy z dostawą nie sprawią, że bliscy zaczną bardziej doceniać naszą pracę. A wolne popołudnie nie usunie wszystkich źródeł codziennego napięcia. Jednak dobrze dobrane ułatwienia mogą sprawić, że pewne obowiązki przestaną pochłaniać tyle czasu i energii. Być może zamiast kolejnego poradnika o produktywności bardziej przydałaby nam się rozmowa o tym, dlaczego tak trudno przychodzi nam korzystanie z pomocy. I dlaczego czasem czujemy potrzebę uzasadniania nawet niewielkiej przyjemności, na którą przeznaczamy własne pieniądze. Bo przecież wolna chwila nie musi być nagrodą za idealnie wysprzątany dom. A troska o siebie nie powinna wymagać przedstawiania listy wykonanych wcześniej obowiązków.
Co zrobisz z czasem, który odzyskasz?
Załóżmy, że jutro ktoś zdejmie z Twojej głowy jeden codzienny obowiązek. Nie trzeba będzie wymyślać obiadu, organizować zakupów ani zastanawiać się nad kolejnym punktem dnia. Zyskasz trochę czasu. Co z nim zrobisz? Może wreszcie przeczytasz kilka stron książki, która od tygodni czeka na stoliku nocnym. Może pójdziesz na spacer. Wypijesz ciepłą kawę. Zadzwonisz do przyjaciółki, z którą od dawna próbujecie się umówić.
A może, co wcale nie jest mniej wartościowe, przez chwilę nie zrobisz absolutnie nic. Bez planu. Bez wyrzutów sumienia. Bez zastanawiania się, jak produktywnie wykorzystać odzyskane minuty. Bo być może prawdziwa zmiana nie polega na tym, żeby wreszcie znaleźć czas na wszystkie rzeczy, które chciałybyśmy zrobić. Może polega na pogodzeniu się z tym, że pewnych rzeczy wcale nie trzeba robić.
A teraz wróćmy do pytania z początku. Kto dzisiaj zapyta Cię, czy jadłaś obiad? Może ktoś bliski. Może przyjaciółka. Może nikt. Ale jest jeszcze jedno pytanie, które warto sobie zadać. Czy wśród wszystkich osób, o które dzisiaj zadbałaś, znalazłaś również miejsce dla siebie? Bo nawet jeśli potrafisz zatroszczyć się o cały świat, nie oznacza to, że zawsze musisz robić to sama.
Artykuł powstał przy współpracy z Happy Smile Catering.

