Śmierć bliskiej osoby to doświadczenie, które zmienia człowieka na zawsze. Gdy odchodzi ktoś, z kim planowało się wspólną przyszłość – prywatną i zawodową – świat potrafi rozsypać się w jednej chwili. W intymnej rozmowie z Aleksandrą J. Spunda — kobietą, która w wieku 21 lat straciła ukochanego partnera — dowiesz się, że nie warto tracić nadziei, bo nigdy nie wiesz, co czeka na Ciebie tuż za rogiem.
Spis treści
Pamiętasz tę niezwykle trudną dla Ciebie chwilę? Co dokładnie czułaś, gdy usłyszałaś słowa: „Dawid nie żyje”?
Pamiętam BARDZO DOBRZE. Dawid zginął 8 maja o godzinie 2.45 – wyrwało mnie wtedy ze snu. Wiedziałam, że COŚ się stało. Wspomnianą wiadomość, usłyszałam po godz. 9.00 rano. Zadzwoniła do mnie Dawida mama. W tej rozpaczy, krzycząc, obwiniła mnie za tą tragedię. Czułam się potwornie, nie mogłam uwierzyć, w to, co się dzieje. Jak to nie wróci? Jak to już go nie ma. To przecież było niemożliwe. W stanie amoku poszłam do kuchni, chwyciłam nóż, nie chciałam żyć bez niego. W jednej ręce miałam telefon, z którego przed momentem usłyszałam najstraszniejszą informację w swoim życiu, w drugiej miałam nóż. Chciałam do niego wtedy dołączyć. Chciałam być znów z nim. Gdy przeszła mi ta myśl, która w tamtej tragicznej chwili dawała ulgę i złudzenie ponownego spotkania z ukochanym, zadzwonił telefon. To była MOJA MAMA. Zobaczyłam, jak wyświetlił się napis Mamusia na ekranie mojego telefonu i upuściłam nóż, upadłam na podłogę, rozpłakałam się i rozpadłam się na milion kawałków… Wiedziałam, że JEJ nie mogę tego zrobić. Moja mama miała zawsze tę umiejętność czucia, gdy coś się działo u mnie. Byłyśmy bardzo blisko, mimo że wcześnie wyprowadziłam się z domu, bo kochałam być niezależna. W tym roku odeszła przez bardzo poważną chorobę a ja na zawsze będę jej dziękować, za to, że podarowała mi życie… DWUKROTNIE.
Z potężną dziurą w sercu oraz bez środków na życie i zaplanowany biznes
Gdy Dawid zginął, miałam 21 lat, a 5 dni wcześniej odeszłam z pracy jako asystentka dyrektora szkoły języków obcych, bo mieliśmy już lokal, wyposażenie i cały biznesplan na otworzenie własnej firmy. Po roku ciężkiej pracy, odkładania życia na później, by osiągnąć ambitne cele, miało być tak pięknie. Oszczędzaliśmy, ciężko pracowaliśmy i studiowaliśmy. Oboje nie pochodziliśmy z majętnych rodzin i widzieliśmy, że musimy liczyć na siebie, ale nie przeszkadzało nam to. Wszystkie środki gromadziliśmy na Dawida koncie bankowym, do którego naturalnie nie byłam upoważniona. Lokal wynajęty, umowy podpisane, meble zamówione, wszystko ma startować. Dawid ginie. Ja zostaje z potężną dziurą w sercu, mając 21 lat, z dala od rodziny i najbliższych z dala od Ukochanego, bez środków na życie ani na zaplanowany biznes.
Plany, które rozsypały się w pył
Jednak nie odpuściłam. Po jego śmierci straciłam grunt pod nogami. Planowaliśmy wspólną przyszłość, rodzina, dom, biznesy, podróże. Nagle dosłownie w kilka minut tracisz to wszystko a przede wszystkim kogoś, kogo kochałaś. Dla osoby, która w systemie życiowych wartości ma miłość na drugim miejscu, to był naprawdę potężny cios. Co mi więc pozostało? Trzymanie się naszego wspólnego planu. Zanim znalazłam odwagę, by zacząć znów tworzyć własne.
Jak radziłaś sobie z bólem, który po stracie ukochanej osoby jest niedopisania? Czy miałaś wtedy kogoś, kto Cię wspierał?
Szczerze? Nie wiem, czy sobie radziłam. Wegetowałam. Prowadziłam biznes. Musiałam się z czegoś utrzymać. Studiowałam, nie chciałam robić w niczym przerw. Znalazłam pracę, która łączyłam z prowadzeniem biznesu, w której bardzo szybko byłam najlepszym sprzedawcą — to wtedy zobaczyłam, jak sprzedaż jest wspaniała i jak może uszczęśliwiać osoby kupujące. Teraz jak miałabym powiedzieć, jak wtedy funkcjonowałam, to trochę jakby niosła mnie jakaś fala zobojętnienia. Wszystko jakby przestało być ważne i mieć jakikolwiek głębszy sens, ale, szłam, bo czułam, że to mi dobrze robi.
Wsparcie najbliższych w trudnych chwilach
Najbardziej wspierała mnie wtedy moja ukochana mama. Każdego dnia rozmawiałyśmy przez telefon. Będąc teraz mamą, podziwiam swoją bardzo za to, jak wtedy się zachowała. Nie nalegała, bym wróciła do rodzinnego domu. Nie nalegała na, to bym przeprowadziła się bliżej. Nie nalegała na nic. Po prostu była i pozwoliła mi odnaleźć moją drogę na nowo. To było naprawdę absolutnie bezcenne. Moja mama zawsze powtarzała „rób, jak uważasz, ale uważaj, jak robisz”. Czuję za to potężną wdzięczność, bo czułam się widziana, ale też wolna z możliwością podejmowania własnych decyzji i ponoszenia ich konsekwencji. Drugą taką osobą był Dawida przyjaciel Paweł, który ostatecznie został moim mężem i mam z nim niesamowitą córeczkę. Zawsze mogłam też liczyć na wsparcie mojej koleżanki z dzieciństwa Pauliny oraz z liceum Marysi. Dzięki nim przeszłam przez studia bez bardzo drastycznych w skutkach autodestrukcji.
Czym była ta obietnica, którą złożyłaś Dawidowi? Czy pamiętasz, jak narodziła się w Tobie?
Obiecałam mu, że będę mimo wszystko jeszcze kiedyś szczęśliwa. Cała historia z Dawidem była trochę jak z filmu. Od zawsze należałam do osób, które kierują się czuciem i wiedzą po prostu czego chcą. Dawida poznałam w grudniu na sylwestrze, odwiedziliśmy się 3 razy — on mieszkał w Szczecinie, a ja w Poznaniu i postanowiliśmy razem zamieszkać. Od kwietnia już razem żyliśmy i planowaliśmy wspólne życie. Przeprowadziłam się do niego, studiowałam zaocznie, więc uczelni nie zmieniałam. Ale pozostawiłam rodzinę, znajomych i zamieszkałam w obcym mieście z w sumie obcym chłopakiem. Z perspektywy czasu, stwierdzam, że byłam naprawdę szalona — lub poziom zaufania do siebie miałam na naprawdę wysokim poziomie.
Doświadczenie bajkowej miłości
Bardzo się kochaliśmy. Było jak w bajce. Mieliśmy wspólne cele, marzenia. Oboje byliśmy bardzo ambitni. To Dawid jako pierwszy mi powiedział, że jak ci na czymś mocno zależy, to choćby wyrzucili cię drzwiami, musisz wejść oknem. Nigdy nie potrafiłam do końca wdrożyć tej metody, ale on taki właśnie był. Dzięki temu z lekkością realizował wszystko, o czym marzył. Imponował mi i przez to, też chciałam się stawać wciąż lepszą wersją siebie. Nasze plany i marzenia zatem nie mogły przepaść, bo jedno z nas odeszło. Drugie z nas zostało i dostało szansę na ich realizację. Obiecałam, że go nie zawiodę i że znajdę swoje szczęście.
Wspieranie kobiet w pokochaniu siebie na nowo
Radząc sobie swoimi sposobami z traumą, żałobą, utratą — to były czasy, gdy na każdym kroku NIE była dostępna pomoc, czy porady na Instagramie. Poczułam, że jak tylko wstanę na nogi, chcę wspierać kobiety w życiowych wyzwaniach. Pamiętam, że ta myśl wtedy do mnie przyszła w pociągu i zalała całe ciało, przyjemnym ciepłem. Wiedziałam, że TO JEST MOJE. Od tamtego czasu w ciągu pół roku już byłam po kursie dietetyki odchudzania oraz wizażu i stylizacji, łącząc to z pedagogiką, wspierałam koleżankę w redukcji wagi i budowaniu poczucia własnej wartości, łącząc całość przemiany na 3 poziomach: psychika, ciało i wizerunek — tak, na koniec była metamorfoza ubioru. Nigdy nie zapomnę tego uczucia, którego wtedy doświadczyłam. Wiedziałam wtedy, że to chcę robić w swoim życiu. Wspierać kobiety w pokochaniu siebie bardziej.

Wbrew wszystkiemu otworzyłaś swój pierwszy biznes. Skąd wzięłaś odwagę, gdy inni radzili, żebyś „wróciła do rodziny”?
Nigdy tego nie postrzegałam jako odwagę. Ja zwyczajnie nie widziałam innej dla siebie drogi. Na etacie pracowałam w swoim życiu łącznie może kilka miesięcy. Szybko widziałam, że chcę być wolna w działaniach. Nie podobało mi się, że to ktoś ma decydować, ile jest warta godzina mojego życia — zdając sobie już sprawę z jego ulotności. Nie podobało mi się, że ludzie chcieli mnie wkładać do szufladek, które dla mnie były zawsze zwyczajnie zbyt ciasne. Dlatego wiedziałam, że mój biznes to dla mnie naturalna postać rzeczy. Czy było ciężko? Jak cholera. Straciłam wszystkie oszczędności. Rodzice nie mieli środków, by chociaż mi pożyczyć. Nikogo nie znałam w Szczecinie. Miałam 21 lat i nie wiedziałam nic o prowadzeniu biznesu. Ale jestem osobą, która jak nie sprawdzi, to się będzie męczyć. Bo wolę sprawdzić i żałować, niż się wiecznie zastanawiać jak by to było, gdyby. Zatem próbowałam, sprawdzałam, uczyłam się, zdobywałam doświadczenia, jednocześnie walcząc o przetrwanie i radząc sobie z traumą i z miesiąca na miesiąc narastającą tęsknotą.
Przeczytaj kolejne części wywiadu:
- Kiedy serce pęka, a Ty musisz żyć dalej — intymna rozmowa z Aleksandrą J. Spunda cz.2
- Kiedy serce pęka, a Ty musisz żyć dalej — intymna rozmowa z Aleksandrą J. Spunda cz.3
Aleksandra J. Spunda — CEO Agencji Brandingowej, redaktor naczelna Success Woman, Mentor i Coach Sukcesu. Od ponad 15 lat tworzy i rozwija z sukcesem marki premium. Wspiera kobiety w osiąganiu sukcesów w kluczowych dziedzinach życia jak dieta, relacje, biznes, pieniądze, marzenia.
Miejsca w sieci:
- www.aleksandrajspunda.pl
- www.successwoman.pl
- www.portal.successwoman.pl
- www.mypremiumbrand.pl
- www.hedonisticdietshop.pl
Z Aleksandrą J. Spunda rozmawiała Renata Zielezińska

