Od redakcji: Otrzymaliśmy ten list od jednej z naszych czytelniczek. Nie zmienialiśmy w nim ani jednego słowa, bo każde z nich jest prawdziwe. To nie tylko historia żałoby, lecz także opowieść o miłości, która trwa mimo śmierci. Jeśli również przeżyłaś stratę bliskiej osoby, możesz odnaleźć w tych słowach kawałek siebie.
Spis treści
Słowa, których nigdy nie zdążyłam powiedzieć
Piszę ten list, bo nie potrafię już dłużej udawać, że wszystko jest dobrze. Minęły dwa lata, odkąd odszedł mój tata – a ja wciąż nie potrafię pogodzić się z jego śmiercią. Wiem, że życie toczy się dalej, że powinnam „odpuścić”, ale jak pogodzić się ze stratą człowieka, który był moim punktem odniesienia, moim spokojem i siłą? Codziennie mijam ludzi śmiejących się w kawiarniach, ojców trzymających za rękę swoje córki, i czuję coś pomiędzy bólem a zazdrością. Bo ja już nie mogę tego mieć. Nie mogę zadzwonić i zapytać: „Tato, co o tym myślisz?”. Nie mogę usłyszeć jego śmiechu ani poczuć zapachu wody po goleniu, który zawsze oznaczał „bezpieczny dom”.
„Nie wiedziałam, że tęsknota może pachnieć jak jego stara koszula”.
„Wszystko mija” – mówili. Ale ten brak nie mija
Kiedy zmarł, wszyscy mówili, że czas leczy rany. Nie powiedzieli tylko, że niektóre rany nie mają się zrosnąć — bo są miejscem, przez które światło dostaje się do serca. Na początku próbowałam być dzielna. Uśmiechałam się, wróciłam do pracy, robiłam zakupy, chodziłam z przyjaciółkami na wino. Ale w środku coś we mnie pękło. Śmierć taty zabrała ze mnie część, której już nie odzyskam — tę dziecięcą wiarę, że świat zawsze da się naprawić. Zrozumiałam, że żałoba to nie jest proces z jasno wyznaczonym końcem. To ocean, do którego raz po raz wracasz. Czasem stoisz po kolana, czasem toniesz.
„Żałoba to nie brak siły. To dowód, że kochałaś naprawdę”.
Czego żałuję najbardziej
Żałuję, że nie dzwoniłam częściej. Że odkładałam spotkania, bo „zrobię to w weekend”. Że mówiłam: „Nie martw się, tato, wszystko dobrze”, gdy wcale nie było. Żałuję, że nie zapisałam jego głosu, że nie nauczyłam się przepisu na jego ukochany rosół. W świecie, który pędzi, nie uczymy się zatrzymywać. Dopiero śmierć zatrzymuje nas brutalnie. I wtedy jest już za późno.
„Kiedy gaszę światło, mówię mu dobranoc. Wiem, że gdzieś tam słyszy”.
Każdy dzień bez niego to lekcja pokory
Zaczęłam rozumieć, że śmierć nie jest końcem relacji. Ona tylko zmienia formę. Teraz rozmawiam z tatą w myślach. W momentach zwątpienia, gdy życie przytłacza, włączam jego ulubioną piosenkę i zamykam oczy. Czuję wtedy, że on gdzieś tam jest. Może bliżej, niż myślę. Nauczyłam się, że żałoba to nie wstyd. Że płacz nie czyni mnie słabą. Że można śmiać się i tęsknić jednocześnie. I że miłość, ta prawdziwa, nigdy nie umiera — tylko zmienia kształt.
Jak poradzić sobie ze stratą bliskiej osoby?
Strata rodzica, partnera czy przyjaciela to doświadczenie, które zmienia nas na zawsze. Ale są sposoby, które mogą pomóc przejść przez ten czas z większą łagodnością:
- Daj sobie prawo do żałoby. Nie ma „terminu ważności” na smutek.
- Nie uciekaj od wspomnień. Opowiadaj o osobie, którą straciłaś — to pomaga utrzymać z nią więź.
- Znajdź swój rytuał pamięci. Zapal świeczkę, napisz list, odwiedź ulubione miejsce tej osoby.
- Zadbaj o siebie. Sen, jedzenie, kontakt z naturą — to nie banały, to codzienne leczenie duszy.
- Poproś o pomoc. Rozmowa z psychologiem, terapeutą czy przyjaciółką to nie słabość. To akt odwagi.
Do tych, którzy też stracili kogoś bliskiego
Piszę ten list, bo wiem, że nie jestem sama. Każda z nas nosi w sobie swoją historię straty. Czasem to rodzic, czasem partner, czasem ktoś, kogo życie zabrało zbyt wcześnie. Ale łączy nas jedno: uczymy się żyć z brakiem. I choć ten brak boli, z czasem staje się częścią nas. Jeśli jesteś w żałobie — pozwól sobie czuć. Nie spiesz się, nie porównuj. Nie wierz, że „powinnaś już być silna”.
Twoja siła jest właśnie w tym, że nadal potrafisz kochać — mimo bólu, mimo ciszy, mimo pustki.
List do Taty
Tato, wiem, że nigdy już nie usiądziemy razem przy stole. Nie będę mogła pochwalić Ci się sukcesem ani zapytać, co o tym myślisz. Ale dziękuję Ci za wszystko, co mi dałeś – za spokój, ciepło i poczucie, że mogę wszystko. Twoje słowa wciąż są moim kompasem, a Twoje serce – moim domem. I jeśli gdzieś tam jesteś, wiem, że się uśmiechasz. Bo wreszcie nauczyłam się nie bać życia. Tylko tęsknić.
Kamila z Bydgoszczy.
Odpowiedź redakcji
Droga Czytelniczko,
dziękujemy Ci za ten list. Przeczytałyśmy go w ciszy, z dreszczem w sercu i łzami w oczach. Tak wiele kobiet nosi w sobie podobny ból – niewypowiedziany, ukryty pod codziennością. Napisałaś coś, czego nie da się przeczytać obojętnie. Twoje słowa przypominają, że żałoba nie jest słabością, lecz miłością, która wciąż trwa. Że tęsknota to dowód, iż ktoś był naprawdę ważny. I że nawet w rozdarciu można odnaleźć sens — w gestach, wspomnieniach, w codziennych rytuałach, które budują most między „kiedyś” a „teraz”. Dziękujemy, że się tym podzieliłaś.
Jeśli któraś z naszych Czytelniczek lub któryś z Czytelników także przechodzi przez stratę – pamiętajcie, nie musicie być w tym same. Miłość nie kończy się wraz z ostatnim oddechem. Ona zostaje — w nas.
Z czułością,
Redakcja
Napisz do nas swój list lub zostaw komentarz — może Twoje słowa pomogą komuś, kto właśnie uczy się żyć po stracie. Bo żałoba dzielona – choć odrobinę – staje się lżejsza.

