Co kryje się za tytułem „Szachownica”? Jak cienka jest granica między ofiarą a katem, prawdą a iluzją? W rozmowie z autorką „Szachownicy” – Eweliną Sebastyańską – poznajemy historię powstania książki, jej metaforyczny sens i emocje, które miała wywołać u czytelników. To opowieść o ludzkich obsesjach, manipulacjach i pragnieniu miłości, które czasem prowadzi do destrukcji – i o tym, że w każdej grze najważniejsze jest spojrzenie w oczy własnym cieniom.
Spis treści
Jak zrodził się pomysł na książkę „Szachownica”?
Pomysł zrodził się z fascynacji tym, jak bardzo człowiek potrafi oszukać samego siebie. Zawsze interesowało mnie, jak cienka jest granica między ofiarą a katem, między prawdą a tym, co sami chcemy uznać za prawdę. Pewnego dnia pomyślałam: a co, jeśli ktoś tak bardzo pragnie zemsty, że w końcu sam staje się potworem, którego chciał zniszczyć? Z tej myśli narodziła się „Szachownica”.
Skąd wziął się pomysł na fabułę i tytuł książki?
Tytuł to metafora życia i manipulacji. Na szachownicy nie ma przypadkowych ruchów — każdy jest albo krokiem do zwycięstwa, albo do klęski. Tak samo w mojej książce: bohaterowie przesuwają siebie nawzajem po planszy emocji, kłamstw i iluzji. Fabuła natomiast zrodziła się z obserwacji, jak ludzie grają w te swoje codzienne szachy — w pracy, w miłości, w mediach społecznościowych. Wystarczy zdjąć maski i nagle okazuje się, że nikt nie jest tym, kim wydawał się być.
Gdyby Twoja książka była figurą w szachach, to którą i dlaczego?
Byłaby hetmanem – najpotężniejszą figurą, która może poruszać się w dowolnym kierunku. Bo „Szachownica” to właśnie gra o władzę, kontrolę i złudzenie, że mamy wpływ na innych. A tak naprawdę to emocje i obsesje pociągają za sznurki – nie my.
Czy pisząc tę książkę, odkryłaś coś nowego o sobie?
Tak. Odkryłam, że w każdym z nas jest cień. I że prawdziwa odwaga nie polega na jego ukrywaniu, tylko na spojrzeniu mu w oczy. Pisząc tę książkę, zrozumiałam też, jak bardzo człowiek może pragnąć miłości, nawet jeśli w jej imię gotów jest zniszczyć siebie i innych. To było jak terapia — bez terapeuty, ale z brutalną szczerością.
Jakie emocje chciałaś wywołać u czytelników poprzez tę powieść?
Chciałam, żeby czytelnik czuł dysonans — jednocześnie fascynację i niepokój. Żeby z jednej strony rozumiał motywy bohaterki, a z drugiej – miał w sobie sprzeciw wobec jej czynów. „Szachownica” ma wytrącić z poczucia moralnego komfortu. Bo czasem najgorsze potwory rodzą się z bólu, a nie z nienawiści.
Skąd czerpiesz inspiracje – literatura, życie codzienne, podróże?
Z ludzi. Z tego, co ukrywają, gdy myślą, że nikt nie patrzy. Z rozmów, które zaczynają się banalnie, a kończą się wyznaniem, którego nie spodziewa się żadna ze stron. Czasem też z ciszy – ta potrafi powiedzieć więcej niż tysiąc dialogów.
Czy w książce są elementy autobiograficzne lub inspirowane prawdziwymi wydarzeniami?
Nie, nie w sensie osobistym. „Szachownica” nie jest o mnie. Ale emocje – te już jak najbardziej są prawdziwe. Czerpię je z obserwacji ludzi: tego, jak potrafią kombinować, kręcić, tworzyć pozory, a potem sami gubią się w swojej grze. To właśnie fascynuje mnie najbardziej – jak cienka jest granica między manipulacją a desperacją, między chęcią kontroli a strachem przed byciem zranionym. To z takich obserwacji powstają najbardziej autentyczne historie – nie dlatego, że się wydarzyły, ale dlatego, że mogłyby się wydarzyć.
Jak myślisz, dlaczego tematy poruszane w „Szachownicy” są aktualne dla dzisiejszego czytelnika?
Bo żyjemy w epoce masek. W świecie, gdzie każdy buduje własny wizerunek, często kosztem autentyczności. „Szachownica” dotyka właśnie tego – iluzji, którą tworzymy, żeby przetrwać. A jednocześnie mówi o pragnieniu bycia zauważonym i kochanym naprawdę. To się nie starzeje. To jest uniwersalne.
Która postać najlepiej radziłaby sobie w realnym świecie?
Ann, która potrafi przetrwać wszystko. Jest chłodna, logiczna, pozbawiona złudzeń. W realnym świecie często właśnie takie cechy pozwalają coś osiągnąć – niestety kosztem człowieczeństwa.
Co chciałabyś, aby czytelnicy zapamiętali po przeczytaniu książki?
Że nic nie jest czarno-białe. Że w każdej grze ktoś musi przegrać – ale najczęściej przegrywamy sami ze sobą. I że prawdziwe wyzwolenie nie polega na zemście, tylko na odpuszczeniu.
Przeczytaj artykuł pt.: Książka „Szachownica” Eweliny Sebastyańskiej podbija serca czytelników.
Czego uczy nas „Szachownica”? Refleksje autorki o życiu i emocjach
„Szachownica” nie daje gotowych odpowiedzi, ale zmusza do refleksji nad tym, kim jesteśmy i jak gramy w swoje codzienne szachy. To historia o iluzjach, które sami tworzymy, o emocjach, które nami rządzą, i o odwadze, by zmierzyć się z własnym cieniem. Po przeczytaniu tej książki jedno staje się jasne: prawdziwe zwycięstwo nie polega na pokonaniu innych, lecz na odnalezieniu spokoju w sobie.

