Owczarek Australijski – Instagram kontra rzeczywistość

  • Post published:2025-10-01
You are currently viewing Owczarek Australijski – Instagram kontra rzeczywistość
Owczarek Australijski – Instagram kontra rzeczywistość

Kiedy w moim życiu zapadła decyzja, żeby ponownie zdecydować się na psa – miałam w głowie dwie skrajne rasy. Dobermana i… Bichon frise. Z jednej strony potężny i umięśniony stróż a z drugiej mała, kudłata owieczka. Jak to się stało, że finalnie wybór nie padł na żadną z tych ras? Bo alternatywą był Border Colie – maszyna pracująca, która nie wybacza lenistwa. A to skreślało nas na samym starcie w wyborze pasującej do nas rasy.

Owczarek Australijski – parę słów o rasie

Rasa psów pracujących, początkowo hodowana do zaganiania bydła. Przeglądając zdjęcia z Instagrama, można słusznie dojść do wniosku, że psy tej rasy są „i do tańca i do różańca”. I owszem – po prawie roku wspólnego życia stwierdzam, że ten pies zrobi z Tobą wszystko, co tylko zechcesz. I to, czego nie zechcesz też.

Więc jak to rzeczywiście wygląda?

Owczarek australijski z Instagrama siedzi dumnie na tle gór – ten w realu siedzi dumnie na Twojej głowie, bo tak wygodniej ogląda się serial. Instagramowy Aussie grzecznie czeka na smakołyk. Ale poza kadrem sam sobie go znalazł, wyjadając pół paczki z szuflady. Te instagramowe grzecznie leżakują na tarasie. Mój leżakuje na moich kolanach, bo taras jest za daleko ode mnie. Większość psów absolutnie nie nadzoruje porannej toalety. Wolą leżeć, rzuć czyjś but lub zajadać śniadanie. Aussie będzie leżeć na twoich stopach, dopóki się nie ruszysz. Potem spokojnie przejdzie do nadzorowania Twojego śniadania. W pakiecie z psem masz jednocześnie cień i czujkę alarmową. Bo trzeba ci wiedzieć, że chociaż owczarki australijskie nie są z natury bardzo szczekliwe – potrafią niezaprzeczalnie dać znać, że ktoś właśnie minął wasze drzwi/bramkę/samochód.

Dlaczego właśnie owczarek australijski?

W 2024 roku przegraliśmy walkę o naszą wierną towarzyszkę Tosię. Najpierw zaatakowała nas anemia wywołana uszkodzeniem śledziony, aby na ostatniej prostej do zdrowia pokonało nas ostre zapalenie trzustki i nowotwór wątroby (ale to historia na inną okazję). Przez kilka miesięcy nie chciałam przyjąć do wiadomości, że ktokolwiek mógłby ją zastąpić. Szczerze mówiąc, byłam zwyczajnie wykończona wielogodzinnym siedzeniem na kroplówkach i stresem związanym z codziennymi badaniami. Mój mąż miał do tematu nieco inne podejście. Widział na Instagramie jakiś uroczy filmik właśnie z owczarkiem australijskim umaszczonym w szare, czarne i brązowe ciapki (tzw. blue merle) – ewidentnie przepadł. Kiedy widzę, że mój mąż, który w życiu czytał tylko miesięcznik motoryzacyjny i to dawno temu, zaczyna czytać książkę o rasie, to doskonale wiem, że decyzja zapadła. W tym momencie pozostało mi już tylko przygotować się na to, co miało nadejść. I wtedy pojawiła się ona – cała blue merle – Luna.

Szczeniak w domu – czego nie daj sobie wmówić?

Te urocze puchate kulki potrafią nieźle namieszać w głowie. Patrząc na urocze filmiki i zdjęcia, człowiek ma wrażenie, że nic słodszego już nie zobaczy. Nawet cukiernie wymiękają. I rzeczywiście pierwsze dni z naszą małą Luną zapełniły nam pamięć w telefonie zdjęciami śpiącego puchatego misia. Nie brakło szczypty frustracji. Kiedy w grudniu musisz 7 razy w ciągu jednego popołudnia ubrać się i wynieść szczeniaka na podwórko – zaczynasz się zastanawiać „Czy to na pewno była dobra decyzja?” Niestety jak to w życiu bywa – nie zabrakło wpadek. Zwłaszcza tych związanych z nauką czystości. Podkłady nie powinny być tak bardzo zachwalane. Ba! Stałam się przeciwniczką. Zamiast od razu przyzwyczajać i uczyć, że załatwiamy się na trawniku – mój pies radośnie sikał w domu we wszystkie miejsca. Zwłaszcza te miękkie, bo kojarzył je właśnie z podkładami. Nie umiem zliczyć, ile razy w nocy zmienialiśmy zasikaną pościel, wdepnęliśmy w siuśki w drodze do łazienki i praliśmy małe chodniczki. Podkłady wyrządziły więcej szkód niż pożytku. A wystarczyło przez parę dni konsekwentnie schodzić o tych samych porach do ogródka. Nawet nie zauważyliśmy, kiedy razem ze wzrostem pieska czas między jednym wyjściem a drugim zaczął się wydłużać. I z tego też powodu nie zdecyduję się więcej na szczeniaka w zimie. W okresie wiosenno-letnim tematy, takie jak właśnie higiena, chodzenie na smyczy, socjalizacja z dźwiękami i ruchem oraz miastem jest zdecydowanie łatwiejsza.

Jak dużo muszę wiedzieć, zanim zdecyduję się na psa?

Dużo. Koniec i kropka. A i tak szybko się przekonasz, że wiesz za mało. Bo Twój psiak będzie odrębną jednostką i nie jest wcale powiedziane, że wpisze się 1/1 we wzorzec rasy pod względem zachowania. Będzie miał też swoje humorki. I poza podstawowymi pytaniami: „Lepiej smycz flexi czy linka?”, „Obroża czy szelki?”, „Wprowadzać kennel?” będzie wiele wątpliwości, których nie da się jednoznacznie rozwiać. U nas była to początkowa kwarantanna przed pierwszymi szczepieniami oraz to jak wcześnie powinniśmy zacząć trening. Biorąc do siebie Lunę, mieliśmy pewien zestaw umiejętności i zachowań, które chcieliśmy w niej wzmacniać i rozwijać. Szybko pokazała nam, gdzie możemy sobie większość tych planów wsadzić.

Charakter psa – czyli „weźmy takiego najładniejszego albo tego, który pierwszy do nas podejdzie”

Luna jest suczką z hodowli, która już od kilku lat tworzy mioty owczarków australijskich. Ten był na dodatek współpracą dwóch zaprzyjaźnionych hodowczyń. Ich wyjątkowość polega na dobieraniu psiaka do rodziny zgodnie z wcześniej podanym wzorcem i wywiadem zebranym przez hodowców. Zatem na wybór szczeniaka mieliśmy niewielkie wpływ. Decyzja okazała się jednak trafiona. Luna bardzo pasuje nie tylko do nas, ale też do naszego stylu życia. Chociaż początkowo miałam plan, by trenować z nią nosework (węszenie za zapachem w konkretnej scenerii) to mój pies postanowił zostać skoczkiem. Miejski parkour to jej żywioł, mimo że zgodnie z wszelkimi zaleceniami takie atrakcje powinna mieć zarezerwowane po skończeniu 1 roku życia. Ochrona stawów i profilaktyka.

Były skrupulatnie rozpisane plany, w jakim okresie czego się uczymy, co robimy, po czym i masa treści, które przyswoiliśmy, zanim w ogóle pies pojawił się w domu. Od początku wiedzieliśmy, że sami nie ogarniemy treningu psiaka i zgłosiliśmy się do jednej ze szkółek na terenie naszego miasta. Trenerka od razu przemodelowała nasze myślenie. I sprowadziła nasze wygórowane wymagania na ziemię. Nie da się jednak ukryć, że nauki nie poszły w las ani nasze, ani psiaka, bo mając podstawowy zestaw umiejętności i obserwując psiaka przyswajanie nowych komend i zachować idzie nam coraz sprawniej. Achillesową piętą jest chodzenie na luźnej smyczy, ale podobno nie od razu Rzym zbudowano.

Co widzisz na Instagramie, a czego nikt ci nie pokaże?

Wszystkie te reels, na których psiaki wykonują zestaw komend, szalone sztuczki, mijanki między nogami, przynoszą różne rzeczy, sprzątają swoje zabawki, biegają po torach aguilty, na środku krakowskiego rynku prezentują chodzenie do tyłu, psią yogę i inne temu podobne – są świetne. Ale widzimy tylko finalny etap szkolenia. Nie widzimy procesu nauki. Ewentualnie ktoś pokaże jak zacząć uczyć się konkretnej komendy. Ale rzadko kto przedstawi drogę krok po kroku. Nic w tym dziwnego – wiele z tych osób monetyzuje swoją wiedzę – szereg czynności zarezerwowany jest stricte dla klientów. Ale jak często fantazjujemy o tym, że super będzie mieć takiego pieska, który np. wykona resuscytację, będzie tańczył ze mną do muzyki, jeździł na nartach lub tropił w lesie?

Rasa łatwa w trenowaniu – a może jednak nie?

Kiedy z dystansu patrzę na ilość godzin poświęconych na uczenie mojego psa różnych zachowań
(i wcale nie mam na myśli sztuczek czy aportowania) to mam ochotę od razu napisać: zarezerwuj sobie pół etatu, jeśli chcesz to zrobić. Szkoląc szczeniaka, masz pracę 24/7. Każda nawet najdrobniejsza czynność dnia codziennego staje się zajęciem. Wtedy Ty i twój pies się uczycie. Na nowo poznajesz każde swoje rutynowe czynności. Bo teraz musisz nie tylko rozebrać się po wejściu do domu. Musisz do tej rutyny wpisać także swojego psa. I jego zachowanie w określony sposób. Na tym etapie przekonałam się, że wiele rzeczy miałam wygodnie rozpracowanych
w życiu. Pies to wszystko powywracał do góry nogami. W rasie takiej jak owczarek australijski nie ma zbyt dużo miejsca na „Następnym razem będę pamiętać, żeby zrobić x, y, z”. Bo owczarek australijski uczy się szybko – zwłaszcza tego, co najbardziej mu pasuje i tego, czego absolutnie nie chcesz go uczyć. Moim ulubionym przykładem jest wskakiwanie na krzesło. Luna bardzo polubiła tę sztuczkę – szczególnie że nagrodą było poczęstowanie się kotletem i innymi przysmakami z ludzkiego talerza.

Owczarek Australijski – pielęgnacja i zdrowie

Luna nie da sobie spokojnie zaglądnąć do pyszczka ani wyczyścić uszu. Weterynarze mają z nami cyrk w gabinecie. Nie pominęłam natomiast kąpieli – Luna to pies, które idzie za mną nawet pod prysznic. Da sobie też obciąć pazurki, ale nie ma niczego za darmo. To, co musisz wiedzieć to, że australijczyki intensywnie linieją. Linienie było głównym argumentem, dla którego nigdy nie zdecyduję się na huskyiego. Myślę, że australijczykowi niewiele brakuje, jeśli chodzi o kwestię zrzucania sierści. Nie chcesz mieć w domu sierści – to nie jest rasa dla Ciebie.
Kąpiel trwająca 1,5 godziny jest Twoim marzeniem? Zapomnij! To czas na kąpiel małego szczeniaka. Zanim zmoczysz wierzchnie futro, trochę czasu upłynie. Są prawie tak dobrze zabezpieczone, jak kaczki. Plus jest taki, że w miarę szybko schną. A co wyschnie, przyklejone do tej sierści to się samo wykruszy. Tak – na twoją pościel, kanapę lub dywan. Albo w każde miejsce, w którym pies położy się po spacerze.

Jak Aussie reaguje na ludzi i inne zwierzęta?

Luna kocha ludzi – i to bardzo dosłownie. Jeżeli ktoś przekroczy próg naszego domu, od razu czuje się jak VIP z osobistą obstawą. Tyle że ta obstawa to pies, który najpierw sprawdzi każdą torbę, a potem zrobi wszystko, żeby usiąść gościowi na kolanach. Z dziećmi mamy najmniej doświadczeń. Radzi sobie dobrze, choć czasem ma problem z tym, żeby nie okazywać radości całą sobą – a to przy owczarku australijskim oznacza wpadnięcie w tryb kangura. Z innymi psami? Jeśli ma przestrzeń i dobre pierwsze wrażenie, potrafi bawić się godzinami. Potrafi respektować granice stawiane przez inne psy. Przez chwilę. Potem przechodzi do ich systematycznego przesuwania.

Aktywność fizyczna to za mało – Aussie potrzebuje pracy umysłowej

To pies, który kocha biegać, ale zwykły spacer nie załatwi sprawy. Jeżeli nie dostanie zajęcia, sam sobie je znajdzie – zazwyczaj w postaci demontażu czegoś w domu. Puzzle dla psów, zabawy węchowe, nauka nowych komend – to codzienny obowiązek. Zwykły spacer po osiedlu to dla niego jak przestanie w korku: niby się idzie, ale głowa się nudzi.

Czy trener psów jest potrzebny?

Dużo zależy od was – ale kiedy musisz mocno się angażować w budowanie relacji – lepiej sobie ułatwiać życie. Aussie będzie próbował wejść wam na głowę. To inwestycja w relację z psem i w zdrowy rozsądek właściciela, bo trener często bardziej uczy ludzi niż psy.

Owczarek australijski Karolina Jacher
Owczarek australijski Karolina Jacher

Podsumowanie: dla kogo to rasa, a dla kogo nie?

Owczarek australijski to pies dla kogoś, kto chce mieć towarzysza na dobre i na złe, i jest gotowy poświęcić mu naprawdę dużo czasu. Nie jest to rasa dla osób, które wolą „spokojnego pieska do przytulania po pracy”. To pies, który angażuje Cię w życie na pełnych obrotach – ale jeśli masz na to przestrzeń, oddaje to z nawiązką.

Autorka: Karolina Jacher – przez pierwszą połowę dnia pracownik na etacie, popołudniami wirtualna asystentka. Wspiera Twoje graficzne pomysły. Prywatnie właścicielka Luny. W wolnych chwilach czyta i spaceruje z psem.

Redakcja e-Wenus.pl

e-Wenus.pl to najlepszy portal dla kobiet i cyfrowy magazyn tworzony przez kobiety i dla kobiet. Poruszamy tematy ważne dla współczesnych kobiet – przedsiębiorczych, aktywnych zawodowo, mam, singielek i wszystkich, które żyją na własnych zasadach. Inspirujemy, wspieramy rozwój osobisty i zawodowy, dzielimy się praktycznymi poradami na temat życia, zdrowia, finansów, stylu, macierzyństwa, kultury, mody, urody, relacji i kobiecych pasji. Promujemy kobiece inicjatywy i wspieramy kobiece marki, pokazując siłę kobiecej społeczności. Nasz cykl „Pasjonatki” to historie kobiet, które realizują swoje marzenia z pasją i odwagą. Sprawdź więcej w zakładce redakcja nowoczesnego magazynu dla kobiet! 💕Podobał Ci się ten artykuł? Możesz nas wesprzeć – postaw kawę lub dołącz do grona wyjątkowych partnerów portalu dla kobiet e-Wenus.pl!💕